Stanisław Lem, Kongres futurologiczny. Recenzja


Fantomowe wizje z kanału ściekowego

Od wielu lat w kręgach miłośników science-fiction krąży na temat Stanisława Lema zabawna anegdota, którą ukuł swoim działaniem nie kto inny, jak Philip K. Dick. Był to rok 1974, a więc rok, w którym amerykańskiego pisarza mamiły już nie tylko narkotyki, z którymi lubił eksperymentować, ale również różowe światło wysłane przez Boga (lub jakąś inną twórczą energię). Dick zarzucił wykreowanie postaci pisarza Stanisława Lema komunistycznej propagandzie, która swoją tajną misją miała uderzyć w kontrolę opinii publicznej. Corpus delicti stanowił w tej sprawie przede wszystkim dorobek pisarski Lema: zbyt szeroka tematyka jego dzieł i niezliczona ilość pisarskich stylów i konwencji, którymi się posługiwał. Zbyt liczna, jak dowodził Dick, by mógł kryć się za nią jeden człowiek, na dodatek Polak z Krakowa.

Ów list do FBI rozwijał wątek komunistycznej propagandy, którą Dick bezlitośnie zdemaskował w swojej wcześniejszej korespondencji z Federalnym Biurem Śledczym:

Rzecz nie w tym, że osoby te są marksistami [chodzi o Petera Fittinga, Fredrica Jamesona i Franza Rottensteinera – przyp. R.N.], ale w tym, że wszyscy oni bez wyjątku są posłusznymi wykonawcami rozkazów Stanisława Lema z Krakowa w Polsce, stuprocentowego funkcjonariusza partyjnego (wiem to na podstawie jego publikowanych materiałów oraz osobistych listów do mnie i do innych osób). Ta komórka partii zza żelaznej kurtyny – Lem jest najprawdopodobniej wieloosobowym komitetem, a nie pojedynczym osobnikiem, gdyż pisze wieloma stylami i raz zna niektóre obce języki, a raz nie – dąży do zdobycia monopolistycznej pozycji pozwalającej kontrolować opinię poprzez krytykę i artykuły pedagogiczne, stanowiąc zagrożenie dla całej naszej dziedziny science fiction z jej swobodną wymianą poglądów i myśli.

Napisałem o tym nie po to, żeby po raz kolejny Lemowi przewrotnie schlebić ani nie po to, by poprzez ekspresyjne (mówiąc oględnie) wypowiedzi po raz kolejny zwrócić uwagę na geniusz Dicka. Napisałem o tym, bo gdyby zapytać młodszych czytelników o krótki komentarz na temat „Kongresu futurologicznego”, wielu z nich odparłoby, posługując się młodzieżowym slangiem, że jest to powieść „poryta”. Wśród nich byliby i tacy, którzy dołączyliby krótkie porównanie: „jak Dick”. Cały wic polega na tym, że w tych skojarzeniach nie ma nic zdrożnego; wręcz przeciwnie – w wielu naukowych opracowaniach „Kongresu…” dominuje ton satyryczny i wisielczy humor.

Gdzieś w początkach XXI wieku spotyka się na Ósmym Światowym Kongresie Futurologicznym zbieranina naukowców i działaczy politycznych z całego świata. Jest wśród nich Ijon Tichy – kosmiczny wagabunda powszechnie znany z „Dzienników gwiazdowych”. Świat wokół jest niestabilny politycznie i rozedrgany społecznymi emocjami. Głównym problemem jest przeludnienie i to nad jego rozwiązaniem debatują mądre głowy. Szybko dochodzi jednak do zamieszek, a nawet regularnej bitwy pomiędzy wrogimi obozami. Ijon Tichy wraz z kilkoma uczestnikami kongresu znajduje azyl w kanale ściekowym, gdy na miasto spadają, mające pomóc w stłumieniu rozrób, chemiczne środki halucynogenne. Zaczyna się podróż z pogranicza jawy, snu i haju. Zamrażanie, odmrażanie, podróże w czasie i usilne poszukiwanie rozwiązania w sytuacji bez wyjścia. Czy rok 2039 i chemia jako katalizator eutopijnego świata może się sprawdzić w – nomen omen – praniu? Co miałby w tej sprawie do powiedzenia Philip K. Dick?

„Jesteśmy zniewoleni stanem rzeczy. Zagnał nas w kąt. Gramy takimi kartami, jakie nam społeczny los wcisnął w ręce – wyjaśnia „rzeczowidz” George Symington. – Przynosimy spokój, pogodę i ulgę jedynym zachowanym sposobem. Utrzymujemy na skraju równowagi to, co bez nas runęłoby w agonię powszechną. Jesteśmy Atlasem tego świata. Chodzi o to, że jeżeli już musi ginąć, niechaj nie cierpi. Jeżeli nie można odmienić prawdy, trzeba ją zasłonić, to o s t a t n i jeszcze humanitarny, jeszcze ludzki obowiązek.”

Kongres-futurologiczny-BashirTragikomiczna groteska Lema upatruje tej agonii przede wszystkim w upadku kultury, moralności i podstawowych systemów wartości. Jest już za późno, żeby budować cywilizację od nowa, żeby nauczyć jej pokory i szacunku, żeby wpoić jej podstawowe zasady samoorganizowania. Jedyne co pozostało, to ucieczka w nieistnienie i utrzymywanie w ryzach garstki tych, którzy niepotrzebnie dobijają się do drzwi prawdy. Czyż w podobne tony nie uderzał Dick? Ten szukał jednak oparcia w gnozie, chciał wyjść poza ustalone granice, analizując procesy przejściowe lub odwołując się do przeszłości (czasami światów równoległych). Lem, kreując w „Kongresie…” futurologiczny model świata omamionego, wskazuje jednocześnie na to, że postęp jest tutaj podstępem.

„Cywilizacja luksusu i spełniania życzeń jest tam tą samą cywilizacją, w której kilkadziesiąt miliardów ludzi dogorywa w nieopisanej nędzy – pisze Jerzy Jarzębski. Tyle że bohaterowie tej tragedii nic o tym nie wiedzą i mają się za dzieci szczęścia.”

„Kryterium zdrowego rozsądku nie jest do historii ludzkiej stosowalne – peroruje Ijon Tichy. – Czy Averroes, Kant, Sokrates, Newton, Wolter uwierzyliby, że w wieku dwudziestym plagą miast, trucicielem płuc, masowym mordercą, przedmiotem kultu stanie się blaszany wózek na kółkach i że ludzie będą woleli ginąć w nim roztrzaskani podczas masowych weekendowych wyjazdów, aniżeli siedzieć cało w domu?”

Te fantomowe wizje nie są Lemowi obce także w tekstach uderzających w poważniejsze niż brawurowa groteska tony; pisarz szeroko omawia problem wirtualnego świata w „Summa technologiae”. „Kongres…” wyróżnia się jednak niecodziennym humorem, także czarnym, który lokalizuje kąt padania zarzutów stawianych wobec cywilizacji w opozycji do wymogów, a właściwie wyznaczników własnej jakości i struktury, które sama sobie wytworzyła. Bo niby jak znaleźć wyjście w sytuacji, gdy każda podróż kończy się w kanale ściekowym, a i tak jest to najlepsze z możliwych lądowań?

Stanisław Lem, Kongres futurologiczny, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.

Rafał Niemczyk

* W sieci można obejrzeć trailer i fragmenty odcinków serialu „Ijon Tichy – gwiezdny podróżnik”, który w 2007 roku zrealizowała telewizja niemiecka (polska wersja z dubbingiem w wykonaniu Macieja Stuhra i Edyty Jungowskiej).

Na 2013 rok zaplanowano animowaną ekranizację „Kongresu futurologicznego” pt. „The Congress”, którego reżyserem będzie Ari Folman, znany m.in. z anime „Walc z Bashirem”. Film ma być w połowie obrazem aktorskim, w połowie animacją 2D.

Zygmunt Bauman, Socjalizm. Utopia w działaniu. Recenzja.


Socjalizm. Mechanizm upadku

Kiedy w 1976 roku ukazała się książka Zygmunta Baumana pod tytułem „Socialism: The Active Utopia.” (wydana w Stanach Zjednoczonych przez New York: Holmes and Meier Publisher), było już jasne, że eksperyment socjalistyczny zakończył się fiaskiem. ZSRR pogłębiał się w społecznym kryzysie i marazmie, PRL trwał już w wewnętrznym rozdarciu, zmierzając ku demokracji (która miała nadejść za ponad dekadę), zaś socjalistyczne państwa w Europie Środkowo-Wschodniej przekonywały się na własnej skórze o upadku socjalistycznych ideałów. „Socjalizm. Utopia w działaniu” jest naukową publikacją, obnażającą mechanizmy, które doprowadziły do tego upadku, a także rekonstrukcją tego, jak zmieniała się filozofia w założeniu mająca przynieść ludziom równość i wyzwolenie.

Zygmunt Bauman to wielokrotnie nagradzany na całym świecie filozof, socjolog, naukowiec i eseista, a jednocześnie jeden z najważniejszych twórców koncepcji postmodernizmu. Otrzymał m.in. Nagrodę Księcia Asturii w dziedzinie Komunikacji i Działania na Rzecz Ludzkości, gdzie znalazł się w doborowym towarzystwie Vaclava Havla, Ryszarda Kapuścińskiego czy Umberto Eco. Napisał kilkadziesiąt książek w języku polskim i angielskim, z których wiele stanowi trwałe elementy składowe nowoczesnej socjologii i filozofii.

Pierwszy rozdział książki rozwija pojęcie utopii Tomasza Morusa. Zygmunt Bauman tłumaczy mechanizmy, które doprowadziły do społecznej dewaluacji tego pojęcia, sprowadzając jego znaczenie tylko do „outopii” (miejsca, które nie istnieje), a zapominając zupełnie o „eutopii” (miejscu pożądanym), które pojęcie utopii współtworzy. To właśnie od Thomasa More’a i jego najsłynniejszego dzieła z czasów renesansu („Utopia” z roku ok. 1516) zaczęła Europa snucie marzeń o „idealnym państwie”. Bauman opisuje w jaki sposób społeczeństwa następnych wieków starały się wcielić owo niespełnione marzenie w życie, zatrzymując się przy tym na socjalizmie, który miał być najwierniejszym utopii odzwierciedleniem. „A warte jest zastanowienia, jak dalece wolność ludziom rzeczywiście przysługującą wypadałoby mierzyć ich zdolnością do wyobrażenia sobie społecznego świata odmiennego od ich własnego” – pisze polski socjolog.

Przez umiejscowienie pojęcia utopii w nowoczesnym umyśle („jako tło i źródło inspiracji ludzkich ideałów nowoczesność oznacza ponad wszystko nowoczesny układ ludzkich stosunków”) dochodzi Bauman do miejsca socjalizmu w – zmieniającej się na przestrzeni prawie pięciu wieków – społecznej strukturze świata. Przez pryzmat rewolucji francuskiej przedstawia nowoczesne społeczeństwo, utworzone na jej fundamentach, a zakorzenione nie na bazie polityki, ale głównie „w układzie zależności gospodarczych oraz w sieci komunikacyjnej konstytuującej społeczeństwo obywatelskie tamtej ery”. Socjalizm jako wspólnota równych ludzi postawił sobie za kluczowe zadanie wprowadzenie politycznej równości. Stał się we wszystkich dziedzinach życia kontrkulturą kapitalizmu, choć jak pisze Bauman, można go postrzegać jako radykalne wprawdzie, lecz logiczne przedłużenie liberalizmu kapitalistycznego. Opisuje wnikliwie eksperyment socjalistyczny i jego pozostałości w ZSRR, a także sposób w jaki socjalizm przeniknął do ogólnopojętej kultury.

Choć początkowo zdaniem Baumana w okresie powojennym program polityczny partii komunistycznej był najlepszym rozwiązaniem problemów w Polsce, to miał on stanowić tylko okres przejściowy. Wznowienie książki „Socjalizm. Utopia w działaniu” celowo nie zawiera jednak praktycznie żadnych zmian w stosunku do roku 1976 – jest spojrzeniem na problem socjalizmu właśnie z tamtego okresu. Weryfikacja historyczna jaką przyniosły późniejsze wydarzenia w Europie i na świecie, zobowiązała autora do napisania dwóch dodatkowych części w postaci posłowia „Czterdzieści lat później…” oraz aneksu zatytułowanego „Komunizm: czas na postmortem”.

W tym pierwszym Bauman wraca do idei utopii, tym razem w nowoczesnym społeczeństwie XXI wieku. „Dzisiejsze utopie powiadają o tym, jak mógłby człowiek lepiej się w miejscu, na jakie jest skazany, zadomowić, a nie o tym, jak owe miejsce uczynić bardziej dla niego gościnnym” – pisze. Zaznacza przy tym, że struktura świata zmieniła się tak bardzo, ulegając globalizacji, że granice państwa-narodu zostały zastąpione przez „granice planety-człowieczeństwa”. Budowane są wirtualne społeczeństwa (niejako w koniecznym zastępstwie wspólnoty tradycyjnej), „układy międzyludzkie klecone za pomocą facebooków, myspace’ów czy twitterów”, wpisane w „czas pointylistyczny”, formułujące swoją wartość „od epizodu do epizodu”, fragmentarycznie, będąc przy tym niestabilnymi, niezobowiązującymi i bez głębszej więzi emocjonalnej. Bauman wytyka przy okazji wszystkie paradoksy nowoczesnego kapitalizmu, zagubionego w swoim dążeniu do materialnego szczęścia, przy jednoczesnym braku idei, prowadzącym do odkulturalnienia i przeliczaniu współczynnika ludzkiego szczęścia na parametry produkcji i zaspokajania potrzeb.

Świat gdzieś się zagubił. Zygmunt Bauman stawia pytanie „skąd nowe, uniwersalne (co tym razem, po raz pierwszy w dziejach ludzkości, oznacza rzeczywiście ogólnoplanetarne) zasady ludzkiego współżycia, powszechnie uznawane i przestrzegane, mogą nadejść? Gdzie szukać aktorów i agencji zdolnych do ich zaprojektowania i wypuszczenia w obieg?” Według socjologa ten właśnie problem będzie w XXI wieku najbardziej kluczowym dla globalnego społeczeństwa. Nazywa go „metaproblemem” i z nim to właśnie przyjdzie się nam w teraźniejszości zmierzyć.

Zygmunt Bauman, Socjalizm. Utopia w działaniu, przełożył Michał Bogdan, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010

Rafał Niemczyk

%d blogerów lubi to: