I nie opuszczę cię w zdrowiu i w chorobie. Esej.


Virginia Woolf niemal przez całe życie była obarczona stygmatem choroby. Niedyspozycja fizyczna, nieustępliwa gorączka, chroniczne bóle głowy, omdlenia lub bezsenność zapowiadały i budziły ze snu mroczne strony psychiki – załamania nerwowe, stany lękowe i ciężką depresję, która doprowadziła wreszcie do samobójczej śmierci pisarki. Sprzężenie pomiędzy ciałem i duchem było jednak zwrotne, bo zdarzało się, że to zły stan psychiczny prowadził do choroby fizycznej. Hermione Lee we wstępie do słynnego eseju Virginii Woolf „O chorowaniu” zwraca uwagę na połączenie między „gorączką” a „melancholią”, które jest wyczuwalne nawet w budowie eseju. Chorobie Virginii przydaje to „wymiar romantyczny”, o którym wspomina Susan Sontag w innym eseju – „Choroba jako metafora”.

Wiek XIX i początek XX – to czas gdy, głównie w środowisku artystycznym, obecna była „metafora gruźlicy”. Gruźlicę traktowano wówczas jako typ powierzchowności, zaś chory, „gruźliczy” wygląd stał się synonimem urody, a wreszcie ideałem kobiecego piękna. W pierwszej połowie XX w. ten trend przeniósł się ze świata arystokracji i artystów do świata mody ogólnej. Głównie moda kobieca nawiązywała wtedy do arystokratycznych femme fatales – ze smukłą sylwetką, alabastrową skórą i bladą twarzą. Także w literaturze cierpienie zyskiwało wymiar romantyczny, odnosząc się m.in. do opisów choroby (osłabienie = melancholia). „Chciałbym umrzeć na gruźlicę” – mówił Byron, patrząc w lustro. Virginia Woolf nie chorowała na gruźlicę, ale jej stany chorobowe wywoływały zarówno, posługując się terminologią Roberta L. Stevensona, „otępienie ducha”, jak i erupcję podniosłych uczuć. Stała się afirmacją wyższej świadomości oraz złożonej psychiki. Sontag pisze wprost, że w powyższym kontekście „zdrowie staje się banalne, niemal wulgarne”. Cytuje czołowego francuskiego kompozytora epoki romantyzmu, Camille’a Saint-Saënsa, który napisał w 1913 r., że „Szopen zachorował na gruźlicę akurat wtedy, kiedy zdrowie przestało być w modzie”.

Dwudziestoletnia Virginia Woolf w obiektywie George’a Ch. Beresforda (1902)

„Tak jak romantycy – pisze Hermione Lee – Woolf pozwala sobie na dygresje i dywagacje, choć pilnuje się bardziej niż oni, staranniej ukrywa własne doświadczenia. Ale tak jak oni posługuje się osobistym, niespójnym, mówionym głosem, który nadaje esejowi pozór rozmowy”. Balansując na skraju szaleństwa, brytyjska pisarka „wpasowuje się” w tendencje XX-wieczne, kiedy miejsce gruźlicy w procesie „romantyzacji choroby” zajmuje obłęd. Zarówno gruźlicy, jak i obłąkani wysyłani są do sanatorium (w przypadku ludzi uznanych za szaleńców „sanatorium” to zgrabny eufemizm). „Metafora podróży psychicznej to przedłużenie romantycznej idei podróży, która towarzyszy gruźlicy” – stwierdza Sontag, porównując jednocześnie obłąkanego do wygnańca. Obłąkany do „sanatorium” wybiera się nie z własnej woli – to rodzina pakuje mu walizki.

Kluczowe pytanie, postawione przez Virginię Woolf jako artystkę w latach 20. (to wtedy powstał, wielokrotnie później przerabiany i wznawiany, esej „O chorowaniu”), dotyczyło literatury. Dlaczego choroba nie zajęła, obok miłości, zazdrości i wojny, miejsca wśród głównych literackich tematów? Choroba – temat niewygodny, wstydliwy, unikany. Wojna, mimo że brutalna, postrzegana jest jako „zło z zewnątrz”, ponadto nie dotyczy każdego. Choroba natomiast tkwi w środku człowieka, nie pozostawia złudzeń, zabija jednostkę. Towarzyszy człowiekowi od zawsze i wszędzie. Jest namacalna, każda epoka ma „swoją” chorobę, która zbiera śmiertelne żniwo. Zanim śmierć, wraz z obozami zagłady, nie przeniknęła do literatury współczesnej, niejednokrotnie miała wymiar poetycki, patetyczny. Rycerze byli bohaterami pieśni, a o wielkich wodzach pisało się wiersze i powieści. O wiele gorsze od śmierci było umieranie – choroby toczące ciało od środka, gnijące członki, wstręt, strach i ból.

Virginia Woolf potrafiła przekuwać fizyczne i psychiczne cierpienie w nowy sposób myślenia i pisania. „Czytelnicy orzekliby, że powieści poświęconej grypie brak fantazji – pisała – narzekaliby na to, że nie ma w niej miłości – niesłusznie zresztą, bowiem choroba nierzadko przybiera pozory miłości i zabawia się tym samym co miłość zestawem sztuczek”. Woolf wskazywała też na ubóstwo językowe angielszczyzny. Twierdziła, że nowy język – brutalniejszy, bardziej zmysłowy i wulgarny – nie wystarczy. Potrzebny jest nowy porządek namiętności – „miłość musi ustąpić temperaturze 40 stopni Celsjusza, zazdrość – oddać miejsce atakom rwy kulszowej, bezsenność musi zacząć grać rolę czarnego charakteru”. (…)

(fragment eseju)

O romantycznym wymiarze choroby, o tym, dlaczego literatura „nie zachorowała”, jak rak stał się bronią totalitarystów, a także czy możliwe jest państwo bez chorób i co ma do tego Kafka? Cały tekst do przeczytania w majowym numerze magazynu kulturalnego „Wakat”.

Bibliografia:

Virginia Woolf, O chorowaniu, ze wstępem Hermione Lee, przeł. Magdalena Heydel, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010.

Susan Sontag, Choroba jako metafora. AIDS i jego metafory, przeł. Jarosław Anders, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1999.

Zygmunt Bauman, 44 listy ze świata płynnej nowoczesności, przeł. Tomasz Kunz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011.

Franz Kafka, Proces, przeł. Bruno Schulz, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999.

Franz Kafka, Wyrok, przeł. Juliusz Kydryński, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1975.

Juli Zeh, Corpus Delicti. Proces, przeł. Sława Lisiecka, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011.

Rafał Niemczyk

Zygmunt Bauman, 44 listy ze świata płynnej nowoczesności. Recenzja.


W oparach niepewności trzeba wyobrazić sobie Syzyfa szczęśliwym

Płynna nowoczesność oznacza ciągłe zmiany. W czasach globalizacji, przemieszania kulturowego, ciągłego galopu postępu technicznego, społecznych rewolucji czy globalnej wioski nie daje ludziom wytchnienia. Otoczeniu nie można w pełni zaufać, bo brakuje mu stabilizacji. Życie polega na dostosowywaniu się do coraz to nowych reguł, a są one skomplikowane i bardzo ostre. Taka jest cena za szalony rozwój cywilizacyjny, opłata za bilet na niezatrzymującą się prawie nigdy karuzelę nowoczesnego świata.

Mickiewiczowska 44 patronuje zbiorowi listów Zygmunta Baumana nieprzypadkowo. Według autora oznacza „pełne skupienia wyczekiwanie i nadzieję wolności”. Światowej sławy socjolog pisze o rzeczach, które nas otaczają, a bardzo często przyjmujemy je jako element otoczenia, rzeczywistości, nie zastanawiając się nad ich istotą. Bauman patrzy na świat jako dojrzały człowiek kilku pokoleń, świadomie podejmujący obserwacje i analizy łańcucha zależności ludzi od płynnej rzeczywistości, w środku której się znaleźli. Ale przede wszystkim – Bauman nas ostrzega.

Zygmunt-Bauman (jdc-iccd.org)Socjolog pisze na początku o szczególnym rodzaju walki z samotnością – ucieczce w wirtualny świat portali społecznościowych, surfowanie w sieci, „świergotanie” na Twitterze, aby pozostać „w obiegu”, informować świat i znajomych: „Halo, to ja! Warto zwrócić na mnie uwagę, bo robię dużo fajnych rzeczy!”. Jakość kontaktów interpersonalnych jest zastępowana przez ich ilość. Coraz rzadziej liczy się prawdziwy przyjaciel, za to dobrze widziana jest spora grupa „znajomych” na Facebooku. Ostatnimi czasy nawet przydatność artykułu prasowego mierzy się nie merytorycznymi lub artystycznymi wartościami, ale liczbą osób, które kliknęły „Lubię to!”. Ja osobiście tego bardzo „nie lubię”, ale kliknąć nie mogę, ponieważ nie mam konta na FB.

Swój wywód Bauman rozszerza do rozważań o wirtualnym seksie. Pisze o tym, że dziś umówienie się z kimś do łóżka nie jest specjalnie trudnym wyzwaniem. Logujesz się, klikasz na zdjęcie, wystukujesz parę słów i umawiacie się na randkę – choć nie zawsze w „realu”, często… przed ekranem telewizora. Nie ma już tej nutki niepewności, intrygujących podchodów, kokietowania, zwykłego podrywania. A przecież, mówiąc słowami Georga Simmela, przypomina Bauman, że „wartość rzeczy mierzy się miarą poświęceń koniecznych do ich zdobycia”.

Autor szeroko rozpisuje się też o podziale na prywatność i sferę publiczną. Człowiek poszukujący sławy i rozgłosu, najczęściej musi zrezygnować z prywatności. Tak zwani celebryci, czyli „znani z bycia znanym”, nie częstują nas z reguły ciekawymi spostrzeżeniami na tematy społeczne czy kulturalne, wyższą inteligencją ani budzącymi szacunek działaniami. Ich zadanie polega na ciągłym byciu „na topie”: na okładkach tabloidów, w sesjach kolorowych gazet i na antenie rozrywkowych programów komercyjnych telewizji. Mało kto rozlicza ich później rzeczowo z konkretnych dokonań. Bauman zwraca uwagę, że jeszcze do niedawna szary człowiek pragnął pozostawać anonimowy – im mniej się nim interesowali inni, tym lepiej. Dziś mało który z nich nie marzy o „zamienieniu się na życie” z którymkolwiek z celebrytów. Socjolog ostrzega przed nadchodzącym czasem, bo w epoce „czwartej władzy” i „lokomotywie technologicznego rozwoju” pędzącej tak, że już dziś obraz widziany przez okno jest rozmazany, całkowite zatarcie się tych granic może być dla ludzi bardzo bolesne.

Zygmunt Bauman porusza w swojej książce wiele innych zagadnień. Pisze o światowym kryzysie gospodarczym i utopijnej idei „życia na kredyt”, o ich przyczynach i zagrożeniach. Zwraca uwagę na pułapki medycyny, opisując wymyślanie pretekstów i niedoskonałości ludzkiego ciała, by zarobić na chirurgii kosmetycznej i plastycznej; porusza też casus świńskiej grypy. Polemizuje z konsumpcjonizmem, wykazując niebezpieczeństwo pogrążenia się w nim, cytując jako symboliczne wystąpienie George’a W. Busha. Prezydent USA zaszczepiał na powrót poczucie bezpieczeństwa w narodzie po zamachu na World Trade Center słowami: „Wracajcie na zakupy”. W trzech kolejnych listach omawia problem kryzysu edukacji i zmiany jego systemu w świecie płynnej nowoczesności. Nauczycieli wskazujących „jedyną właściwą drogę” zastępują powoli eksperci, którzy pokazują ludziom, jak się w tym świecie bezpiecznie (i efektywnie) poruszać. Socjolog pisze też o fobofobii, czyli „lęku przed lękami”, upatrując w depresji najgroźniejszą chorobę XXI wieku. Wskazuje na podobieństwa w funkcjonowaniu współczesnej polityki i religii (zbliżone strategie, techniki i mechanizmy działania). „Wszystko więc wskazuje na to, że Bóg umrze razem z człowiekiem i ani chwili wcześniej” – konkluduje Bauman.

Albert-CamusDwa ostatnie rozdziały pozostawia Bauman na rozważania na temat charakteru i losu człowieka. Ukazuje życie jako dzieło sztuki, za które w największym stopniu jest odpowiedzialny jego autor, choć nie zawsze dysponujący wymarzonymi narzędziami. Przywołuje postać Sokratesa – „self-made mana” – jako wzór człowieka posiadającego jednostkową autonomię i odpowiedzialność. Poszukiwał on przez całe życie piękna i prawdy, wieńcząc swoje nauki poświęceniem życia. Współczesny człowiek nie musi tego robić. Wystarczy, że pozostanie przy samych poszukiwaniach, będących istotą „dobrego życia”.

Zygmunt Bauman zachęca do podejmowania takich wyzwań, ostatni swój list kierując do nas za pośrednictwem Alberta Camusa. „Istnieje piękno i istnieją upokorzeni. Bez względu na to, jak byłoby to trudne, pragnę nigdy nie sprzeniewierzyć się ani temu pierwszemu, ani tym drugim” – napisał jeden z najwybitniejszych intelektualistów XX wieku. „Aby wypełnić ludzkie serce, wystarczy walka prowadząca ku szczytom” – twierdzi Bauman, na co Camus odpowiada: „Trzeba wyobrazić sobie Syzyfa szczęśliwym”.

W świecie płynnej nowoczesności Syzyfa można spotkać na każdym kroku. Ale czy jest szczęśliwy?

Zygmunt Bauman, 44 listy ze świata płynnej nowoczesności, przeł. Tomasz Kunz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011.

Rafał Niemczyk

Zygmunt Bauman, Socjalizm. Utopia w działaniu. Recenzja.


Socjalizm. Mechanizm upadku

Kiedy w 1976 roku ukazała się książka Zygmunta Baumana pod tytułem „Socialism: The Active Utopia.” (wydana w Stanach Zjednoczonych przez New York: Holmes and Meier Publisher), było już jasne, że eksperyment socjalistyczny zakończył się fiaskiem. ZSRR pogłębiał się w społecznym kryzysie i marazmie, PRL trwał już w wewnętrznym rozdarciu, zmierzając ku demokracji (która miała nadejść za ponad dekadę), zaś socjalistyczne państwa w Europie Środkowo-Wschodniej przekonywały się na własnej skórze o upadku socjalistycznych ideałów. „Socjalizm. Utopia w działaniu” jest naukową publikacją, obnażającą mechanizmy, które doprowadziły do tego upadku, a także rekonstrukcją tego, jak zmieniała się filozofia w założeniu mająca przynieść ludziom równość i wyzwolenie.

Zygmunt Bauman to wielokrotnie nagradzany na całym świecie filozof, socjolog, naukowiec i eseista, a jednocześnie jeden z najważniejszych twórców koncepcji postmodernizmu. Otrzymał m.in. Nagrodę Księcia Asturii w dziedzinie Komunikacji i Działania na Rzecz Ludzkości, gdzie znalazł się w doborowym towarzystwie Vaclava Havla, Ryszarda Kapuścińskiego czy Umberto Eco. Napisał kilkadziesiąt książek w języku polskim i angielskim, z których wiele stanowi trwałe elementy składowe nowoczesnej socjologii i filozofii.

Pierwszy rozdział książki rozwija pojęcie utopii Tomasza Morusa. Zygmunt Bauman tłumaczy mechanizmy, które doprowadziły do społecznej dewaluacji tego pojęcia, sprowadzając jego znaczenie tylko do „outopii” (miejsca, które nie istnieje), a zapominając zupełnie o „eutopii” (miejscu pożądanym), które pojęcie utopii współtworzy. To właśnie od Thomasa More’a i jego najsłynniejszego dzieła z czasów renesansu („Utopia” z roku ok. 1516) zaczęła Europa snucie marzeń o „idealnym państwie”. Bauman opisuje w jaki sposób społeczeństwa następnych wieków starały się wcielić owo niespełnione marzenie w życie, zatrzymując się przy tym na socjalizmie, który miał być najwierniejszym utopii odzwierciedleniem. „A warte jest zastanowienia, jak dalece wolność ludziom rzeczywiście przysługującą wypadałoby mierzyć ich zdolnością do wyobrażenia sobie społecznego świata odmiennego od ich własnego” – pisze polski socjolog.

Przez umiejscowienie pojęcia utopii w nowoczesnym umyśle („jako tło i źródło inspiracji ludzkich ideałów nowoczesność oznacza ponad wszystko nowoczesny układ ludzkich stosunków”) dochodzi Bauman do miejsca socjalizmu w – zmieniającej się na przestrzeni prawie pięciu wieków – społecznej strukturze świata. Przez pryzmat rewolucji francuskiej przedstawia nowoczesne społeczeństwo, utworzone na jej fundamentach, a zakorzenione nie na bazie polityki, ale głównie „w układzie zależności gospodarczych oraz w sieci komunikacyjnej konstytuującej społeczeństwo obywatelskie tamtej ery”. Socjalizm jako wspólnota równych ludzi postawił sobie za kluczowe zadanie wprowadzenie politycznej równości. Stał się we wszystkich dziedzinach życia kontrkulturą kapitalizmu, choć jak pisze Bauman, można go postrzegać jako radykalne wprawdzie, lecz logiczne przedłużenie liberalizmu kapitalistycznego. Opisuje wnikliwie eksperyment socjalistyczny i jego pozostałości w ZSRR, a także sposób w jaki socjalizm przeniknął do ogólnopojętej kultury.

Choć początkowo zdaniem Baumana w okresie powojennym program polityczny partii komunistycznej był najlepszym rozwiązaniem problemów w Polsce, to miał on stanowić tylko okres przejściowy. Wznowienie książki „Socjalizm. Utopia w działaniu” celowo nie zawiera jednak praktycznie żadnych zmian w stosunku do roku 1976 – jest spojrzeniem na problem socjalizmu właśnie z tamtego okresu. Weryfikacja historyczna jaką przyniosły późniejsze wydarzenia w Europie i na świecie, zobowiązała autora do napisania dwóch dodatkowych części w postaci posłowia „Czterdzieści lat później…” oraz aneksu zatytułowanego „Komunizm: czas na postmortem”.

W tym pierwszym Bauman wraca do idei utopii, tym razem w nowoczesnym społeczeństwie XXI wieku. „Dzisiejsze utopie powiadają o tym, jak mógłby człowiek lepiej się w miejscu, na jakie jest skazany, zadomowić, a nie o tym, jak owe miejsce uczynić bardziej dla niego gościnnym” – pisze. Zaznacza przy tym, że struktura świata zmieniła się tak bardzo, ulegając globalizacji, że granice państwa-narodu zostały zastąpione przez „granice planety-człowieczeństwa”. Budowane są wirtualne społeczeństwa (niejako w koniecznym zastępstwie wspólnoty tradycyjnej), „układy międzyludzkie klecone za pomocą facebooków, myspace’ów czy twitterów”, wpisane w „czas pointylistyczny”, formułujące swoją wartość „od epizodu do epizodu”, fragmentarycznie, będąc przy tym niestabilnymi, niezobowiązującymi i bez głębszej więzi emocjonalnej. Bauman wytyka przy okazji wszystkie paradoksy nowoczesnego kapitalizmu, zagubionego w swoim dążeniu do materialnego szczęścia, przy jednoczesnym braku idei, prowadzącym do odkulturalnienia i przeliczaniu współczynnika ludzkiego szczęścia na parametry produkcji i zaspokajania potrzeb.

Świat gdzieś się zagubił. Zygmunt Bauman stawia pytanie „skąd nowe, uniwersalne (co tym razem, po raz pierwszy w dziejach ludzkości, oznacza rzeczywiście ogólnoplanetarne) zasady ludzkiego współżycia, powszechnie uznawane i przestrzegane, mogą nadejść? Gdzie szukać aktorów i agencji zdolnych do ich zaprojektowania i wypuszczenia w obieg?” Według socjologa ten właśnie problem będzie w XXI wieku najbardziej kluczowym dla globalnego społeczeństwa. Nazywa go „metaproblemem” i z nim to właśnie przyjdzie się nam w teraźniejszości zmierzyć.

Zygmunt Bauman, Socjalizm. Utopia w działaniu, przełożył Michał Bogdan, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010

Rafał Niemczyk

%d blogerów lubi to: