Dennis Lehane, Brudny szmal. Recenzja.


Brudny-szmal-okladkaBob, jego sumienie i jego pies

Człowiek sukcesu może ukryć swoją przeszłość,
ale ten, któremu się nie udało, przez resztę życia walczy,
żeby ta przeszłość go nie pogrążyła.

Bob Saginowski, trochę niezdarny, wycofany i nieśmiały barman-wielkolud, codziennie o siódmej rano pojawia się na mszy u Świętego Dominika. Tu, w miejscu cichego majestatu, w wielkiej, chłodnej ławie, gorliwie się modli, rozmyśla, żałuje, ale nigdy nie przyjmuje komunii. Jak bardzo nieczyste sumienie musi mieć facet, który szczerze wierzy, ale boi się wyspowiadać ze swoich grzechów?

„Brudny szmal” Dennisa Lehane’a to powieść, której z pewnością można przypisać etykietę „dobra robota”. Jej powstaniu towarzyszy dość zawikłana historia. Zaczęło się od odrzuconego w kąt pomysłu na książkę o samotniku, który znajduje w śmietniku psa. Wówczas nie udało się stworzyć z tego czegoś konstruktywnego – natchnienie nie dopisało, zdania się nie kleiły, coś poszło nie tak. Lehane powrócił do tematu dopiero kilka lat później, pisząc opowiadanie pt. „Animal Rescue”. To z niego wykluł się scenariusz, a na sam koniec – tuż przed zakończeniem prac nad filmem w reżyserii Michaela Roskama – powstała niniejsza książka. Jej lektura nie stawia przed czytelnikiem większego oporu, wciąga i łatwo poddaje się wyobraźni. Pod koniec przyspiesza, by po ostatniej kropce pozostawić w niemałym osłupieniu.

Tom-Hardy-pies-brudny-szmalBob Saginowski jest barmanem w obskurnej knajpie swojego przegadanego, cwaniackiego kuzyna Marva. Pracuje tu od lat, wiodąc nudne, ciche i samotne życie. Wydaje się poczciwy, wzbudza zaufanie, nie narzeka, oszczędza pieniądze, nie rości sobie praw do euforycznego szczęścia. Jest zagubiony i dogłębnie smutny. Co innego Marv, któremu we własnym mniemaniu wiele się od życia należy. Bar, który wspólnie prowadzą, jakiś czas temu zawłaszczyła sobie okoliczna mafia i zarządziła tu „dziuplę”, czyli miejsce „zrzutu” brudnej kasy. Bohaterowie poddali się twardym żądaniom gangsterów, jako tako przyzwyczajając się do całej sytuacji. Wreszcie jednak przychodzi dzień, w którym coś idzie nie tak. Na knajpę napada dwóch średnio rozgarniętych rabusiów i kradnie mafijne pieniądze. Mniej więcej w tym samym czasie Bob znajduje w kuble na śmieci zmaltretowanego szczeniaka, by zaraz potem wejść w delikatną relację z tajemniczą kobietą po przejściach. Jakby tego było mało – na horyzoncie pojawia się też pewien socjopata-szantażysta.

noomi-rapace-tom-hardy-brudny-szmalWkrótce zarysowane lekką ręką wątki zaczynają się zazębiać, by stworzyć zgrabną, ciasną całość z mocnym, koncertowo skonstruowanym finałem. Warto zauważyć, że „Brudny szmal” nie jest typową, gangsterską historią, nad którą unosi się odór mnożących się trupów i świst kolejnych wystrzałów. To zatopiony w chłodnej melancholii dramat. Opowieść o samotności, winie i karze, o życiu, które wymyka się z rąk, o błędach rodzących bolesne konsekwencje i nieprzystosowaniu. Lehane prezentuje całą galerię pokaleczonych, pokrzywdzonych zarówno przez los, jak i przez własne złe wybory dusz. Najbardziej przejmującą z postaci jest Bob (genialnie zagrany w filmie przez Toma Hardy’ego) – skulony w swojej niebieskiej, zimowej kurtce, nieporadny, z bólem wypisanym na twarzy i zmarszczonym czołem. Nie on jeden mierzy się tu z demonami przeszłości, lecz to on podchodzi do własnych błędów najbardziej świadomie i refleksyjnie, bo w gruncie rzeczy jest dobrym facetem, któremu los napisał niewłaściwy scenariusz. Być może więc to właśnie na Boba czeka odkupienie w postaci przychylnego spojrzenia drugiego człowieka. Odkupienie chwiejne i niepewne, jedyne na jakie zasługują ciężkie grzechy. Tajemnicza przeszłość to bomba zegarowa, którą Bob będzie dźwigał za pazuchą niebieskiej kurtki już przez całe życie.

James-Gandolfini-Tom-Hardy-Brudny-szmalGdy zestawimy film z książką, nasuwa się kilka wniosków. Mimo że Lehane pozostał w miarę wierny pierwotnej scenariuszowej wersji, materia powieści pozwoliła mu opowiedzieć o swoich bohaterach coś więcej, dopisać swego rodzaju postscriptum do filmowych wydarzeń. Wyraźniejszych konturów niż na ekranie nabiera w książce prowadzący śledztwo w sprawie napadu na bar detektyw Torres czy wspominany socjopata, Eric Deeds. Pisarz pozwala nam również wejść do głowy Boba i „poczytać mu w myślach”. I choć muszę przyznać, że książka jest dobra, wydaje się jedną z wielu po prostu dobrych książek. Film natomiast jest w moim odczuciu czymś więcej. Akurat tej, podszytej tajemnicą i bólem historii, filmowa skrótowość i oszczędność dialogów wychodzi bowiem na dobre. Wartki, pospieszny język Lehane’a obdziera ją nieco z subtelnej atmosfery, która dla odmiany towarzyszy filmowi Roskama. Niemniej jednak trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie: Lehane to świetny opowiadacz, który w bezbłędny sposób potrafi swoimi historiami przykuwać uwagę. Niezależnie od medium.

Dennis Lehane, Brudny szmal, tłum. Maciejka Mazan, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.

Dorota Jędrzejewska

Tom-Hardy-Bob-Saginowski-bar

Zdjęcia pochodzą z filmu „The Drop” na podstawie książki (2014, reż. Michael R. Roskam, wyst. Tom Hardy, James Gandolfini, Noomi Rapace)

Jennifer L. Scott, W domu Madame Chic. Recenzja.


W-domu-madame-chic-okladkaKoneserka domowej codzienności

To już druga książka autorstwa Jennifer L. Scott, która została wprowadzona na polski rynek przez Wydawnictwo Literackie. Pierwsza, Lekcje Madame Chic bardzo szybko stała się bestsellerem, zresztą nie tylko w naszym kraju. Trudno się temu dziwić, jest to bowiem przezabawna i bardzo sprawnie napisana opowiastka o tym, jak (jeszcze wtedy) panna Scott na pół roku trafia do pewnej francuskiej rodziny w ramach studenckiej wymiany i jak to owe pół roku przewraca jej życie do góry nogami. Oto bowiem widzimy autentyczną, wręcz stereotypową amerykańską studentkę, z wielką walizą ciuchów (wśród których znajduje się obowiązkowa rozciągnięta koszulka z nazwą uczelni oraz dziurawe dresy służące za piżamę), która nagle przekonuje się, że można żyć inaczej – pełniej, piękniej, bardziej elegancko i bardziej świadomie. Że można mieć w szafie tylko kilka (naście) rzeczy naprawdę dobrej jakości, a w łazience jedynie podstawowe kosmetyki i codziennie wyglądać jak z żurnala. Że można cieszyć się każdym posiłkiem, a nie wrzucać w siebie jedzenie podczas jazdy samochodem lub stojąc opartym o blat kuchni, w pośpiechu, wręcz nieświadomie. Że można i warto żyć z klasą, zwolnić tempo, korzystać na co dzień ze swoich najlepszych rzeczy, wreszcie, że można celebrować codzienność taką, jaka ona jest i tylko dzięki temu czuć szczęście, spokój i spełnienie. Podtytuł pierwszej książki Scott – Jak z szarej myszki stałam się ikoną stylu, jest w tym wypadku najlepszym jej streszczeniem. W domu Madame Chic stanowi naturalną kontynuację Lekcji… .

W domu Madame Chic Deleguj obowiazki Nasza „szara myszka” albo „ikona stylu” już dawno wróciła do Stanów, założyła rodzinę, prowadzi dom. I chociaż momentami to naprawdę trudne, zwłaszcza przy dwójce małych dzieci, niezmiennie wciela w życie to, czego nauczyła się w Paryżu – dzień po dniu, godzina po godzinie sprawia, że jej życie staje się pełniejsze, a jej otoczenie eleganckie i stylowe. Ona sama zaś błyszczy na tym tle jak gwiazda, zawsze nienagannie ubrana, umalowana, a kwiaty w jej wazonie są świeże bez względu na pogodę i porę roku (która tak naprawdę nie ma znaczenia, jeśli się mieszka w Kalifornii, prawda?). Brzmi jak lansowana na siłę idylla z Marthą Stewart albo Perfekcyjną Panią Domu w tle? Tak właśnie brzmi, ale niezwykła charyzma i poczucie humoru, z jakimi przemawia do nas autorka sprawiają, że oto otrzymujemy coś, czego wśród twórców szeroko rozumianej literatury „poradnikowej” bardzo często brakuje. Perełkę autentyczności.

W domu Madame Chic Garnek aromatowPerełka ta potrafi bez cienia zażenowania napisać, że picie porannej herbaty z porcelanowej filiżanki lub słuchanie Chopina do lunchu może wydawać się na początku głupie (warto jednak próbować!), a wszelkie zabiegi pielęgnacyjne powinno się wykonywać w zaciszu własnej łazienki, bez towarzystwa osób trzecich, zwłaszcza zaś potencjalnego męża. To takie nie-chic! Wszystkie o tym wiemy, a jednak czasami zdarza nam się chodzić po domu z maseczką na twarzy lub ręcznikiem na głowie albo regulować brwi przy kuchennym stole… Autentyczność w tym wypadku polega głównie na tym, że Jennifer nie tylko radzi „jak żyć” – raczej opowiada, jak sama żyje, co jej smakuje, w jaki sposób rozwiązuje pewne problemy. W ten sposób dostajemy słowo w 100% potwierdzone czynem – i to głównie stoi, w moim przekonaniu, za tak dużym sukcesem tych książek.

W domu Madame Chic Kontroluj martwe i gorace punktyW domu Madame Chic nie jest zatem klasycznym poradnikiem – choć znajdziemy tam osobne akapity poświęcone np. na „stylowe rady”, przepisy lub krótkie listy podsumowujące omawiane zagadnienia. Jest to pozycja wyjątkowa, ponieważ autorka zdaje się przypominać współczesnym kobietom, że można i warto prowadzić pełnowartościowe życie w domu. Że kiedy się ten dom kocha i o niego dba, on i otoczenie odpłacają w dwójnasób – spokojem, poczuciem bezpieczeństwa, uporządkowanym życiem, które można poświęcić na rozwijanie siebie i swoich pasji, a nie przeczekać jak w dworcowej poczekalni z nosem w ekranie telefonu/tableta/laptopa, z przerwami na siku między jednym a drugim serialem, po prostu nieświadomie.

Osobiście obie książki uważam za istotne z jednego powodu – nieustannego, podprogowego wręcz przekazu ćwiczenia się w uważności (mindfulness) – bycia tu i teraz, doceniania tego, co się ma, tego co się robi i robienia tego z klasą. Prowadzenie domu, wychowywanie dzieci – to sprawy bardzo istotne i tak naprawdę zajmujące większości z nas dużą część życia. Jennifer L. Scott pokazuje nam, że jeśli tylko trochę zmienimy swoje przyzwyczajenia i spróbujemy być chic – cóż, koniec z zaskoczonym naszym wyglądem listonoszem! A Chopin słuchany do przedpołudniowej herbatki lub świeże kwiaty w łazience nagle przestają brzmieć pretensjonalnie…

Małgorzata Jędrzejewska

W domu Madame Chic plakatJennifer L. Scott, W domu Madame Chic, przeł. Anna Sak, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015.

* Warto dodać, że doskonałym uzupełnieniem obu książek jest blog prowadzony przez Jennifer L. Scott – the Daily Connoisseur (Koneserka Codzienności): dailyconnoisseur.blogspot.com.

W cotygodniowych postach autorka zamieszcza tam porady dotyczące m.in. Szafy Dziesięcioelementowej, („Ten Item Wardrobe”, termin, ale również idea, która zawojowała sporą rzeszę internautów), podsuwa też ciekawe tematy do dyskusji, stanowiące rozwinięcie większości tez zawartych w książce.

%d blogerów lubi to: