Jaroslav Rudiš, Grandhotel. Recenzja.


Brzydcy i dziwaczni

Fleischman jest jednym z tych rzadkich przypadków postaci literackiej, której polubienie przychodzi z ogromnym trudem. Bohater „Grandhotelu” Jaroslava Rudiša jest bowiem totalnym nieudacznikiem i nie podejmuje żadnych starań, by to zmienić. Nie buntuje się, za wyjątkiem małych, skazanych na porażkę napływów energii, zwykle apatycznie i bezemocjonalnie przyjmuje ciosy, którymi od urodzenia okłada go życie. Jest brzydki, odpychający i dziwaczny. Nie jest gorzko-zabawny niczym z komedii Koterskiego, tylko tragiczny w całej swojej postaci. Ma trzydzieści lat i nic jeszcze nie osiągnął. Ze swoimi problemami ląduje u pani psycholog, a fabuła książki to jego własna opowieść o swoim kiepskim życiu, snuta w ramach terapii. Relacja ta, tylko na pozór bezemocjonalna i zdystansowana, obnaża autentyczny strach, smutek i traumę. Trzeba jednak zaznaczyć, że antypatyczność głównego bohatera wcale nie jest minusem.

Jaroslav-Rudis (fot. Jan Zappner)Fleischman chodzi z głową w chmurach. Dosłownie. Jego ucieczką, pasją, miłością, a także powołaniem jest obserwacja chmur i pogody. Będąc nieudacznikiem w niemalże wszystkich dziedzinach życia, akurat w tej, jest niezwykłym specjalistą – lepszym niż meteorologowie i nierozgarnięte pogodynki. Niestety nikt jego fascynacji nie traktuje poważnie. Wręcz przeciwnie, specjalizacja, w której staje się mistrzem i dzięki której nareszcie można by go polubić, czyni go jeszcze większym dziwadłem. Fleischman obserwuje najmniejsze zmiany w pogodzie z ogromnym zaangażowaniem, stając się coraz bardziej wyobcowany, niezrozumiany, odgradzając się grubą ścianą od reszty świata.

A świat ten nie jest wcale ładniejszy niż Fleischman. Ludzie naokoło, choć mocniej zakotwiczeni w życiu, „normalniejsi”, próbujący osiągnąć cel, odnaleźć swoje miejsce w świecie, oszukują się jeszcze mocniej niż główny bohater. Żyją ułudą wyczytaną w psychotestach, kłamstwem, przeszłością i pozorami. Ich egzystencja nie należy do najszlachetniejszych, ich osiągnięcia nie są wybitne – są wręcz żadne. Pracują i spotykają się w Grandhotelu, na szczycie góry Ještěd w Libercu, który symbolicznie i na przekór dojmującej szarości wbija się w niebo. Stąd można pięknie obserwować chmury. Stąd można wzbić się w górę ku słońcu. Choćby balonem. Romantycznie i wbrew światu.

GrandhotelCzy Fleischmanowi i ekipie z Grandhotelu dany jest happy end w chmurach? Rudiš od samego początku nie daje zbyt wiele nadziei na szczęśliwe zakończenie. Choć warto samemu odkryć finał tej historii. Książka Czecha, niepokojąca, mało „hollywoodzka” i mało kolorowa, potrafi „podrażnić” i mocno zapisać się w pamięci. Niestety pozostawia też niedosyt. Chciałoby się więcej. Pragnęłoby się uzupełnienia, mocniejszego głosu autora, który zarysowałby tę opowieść wyrazistszą kreską. Historii o Fleischmanie brakuje bowiem epickości. Rudiš uczynił ją ulotną, trochę zamgloną, przez co niekompletną. Mimo że o Fleischmanie wiemy bardzo dużo, to w ostatecznym rozrachunku jest to za mało, by mu całkowicie uwierzyć, może i współczuć, albo właśnie polubić. I zapragnąć razem z nim dosięgnąć chmur.

Jaroslav Rudiš, Grandhotel, tłum. Katarzyna Dudzic, wyd. Good Books, Wrocław 2011.

Dorota Jędrzejewska

Kochaj mnie mocniej (Czeskie opowieści). Recenzja.


Miłość pod czeskim nadzorem

Andrzej Sapkowski powiedział kiedyś słowami poety Jaskra: „O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki”. Ta niecodzienna metafora jak ulał pasuje do charakterystyki zbioru opowiadań „Kochaj mnie mocniej…” autorstwa dziewięciu współczesnych czeskich pisarzy. Trzeba przy tym dodać, że redaktor Dočekal i spółka, o miłości wiedzą całkiem sporo i bez wahania odkrawają z owej gruszki kolejne plastry, by podzielić się nimi z czytelnikami. Choć nie zawsze jest ona słodka.

U Michala Viewegha związek czterdziestoletniego Hugona z dwukrotnie młodszą Patrycją naznaczony jest ostrym stygmatem zazdrości. Młoda i piękna kobieta wystawiona jest na pokuszenie podczas wyjazdu na obóz snowboardowy z kilkoma kolegami-rówieśnikami. Hugo walczy jak lew, by spełnić oczekiwania swojej ukochanej i pokazać „młodzieży”, że równy z niego chłop i może stawać z nimi w szranki (także w łóżku). Tytułowa „Sauna” jest miejscem, w którym rozegra się ostatnia, „dramatyczna” scena opowiadania.

Jiri Kratochvil udowodni nam, że w żadnym wypadku na przeszkodzie wielkiej namiętności nie może stanąć zbyt młody wiek. „Dame de Coeur” to miłosna historia dwunastolatka – przyszłego pisarza i wykładowcy literatury – i jego nauczycielki, o której z rozrzewnieniem opowiada po prawie pół wieku sam zainteresowany.

Poruszające i bardzo aktualne jest opowiadanie Danieli Fischerovej „Na drodze łaski”. Zawarta jest w nim fascynacja trzydziestoletniego aktora-biseksualisty starszym profesorem żydowskiego pochodzenia – naukowcem, tłumaczem i znawcą literatury litewskiej. Nieśmiały i nieodgadniony związek, jaki się między nimi tworzy, ma kulminację w momencie kilkusekundowego przypadkowego pocałunku. Jakie okoliczności do niego doprowadziły? Ile zmienił w życiu obojga mężczyzn, pomimo że nigdy potem już ze sobą nie rozmawiali? Jakie piętno odcisnął i ile nigdy nieodkrytych wariantów życia nieświadomie otworzył? Daniela Fischerova nie odpowiada nam na te pytania – proponuje za to refleksję i podążanie tropem własnych myśli. Godny podkreślenia jest sposób, w jaki czeska pisarka mówi o związkach homoseksualnych. Otóż najnormalniej w świecie „współżyją” one obok siebie. Aktor Hruszka sypia z kobietami i mężczyznami (choć kobiet jest zdecydowanie więcej), o profesorze Himmelsteinie wiemy zaś tyle, że… kocha sztukę. Czy sztuka mężczyzną jest czy kobietą?

Większość „Czeskich opowieści” okraszona jest subtelnym humorem. W „Sztafecie miłosnej” Very Noskowej poznamy przewrotną historię rozpieszczonej Mileny – żony obrzydliwie bogatego biznesmena, która zostawia go dla oszusta-energoterapeuty. Przekonamy się, czy „miłość duchowa” ofiarowana kobiecie przez „energetycznego kochanka”, jest w stanie przetrwać próbę czasu. A może silniejsze jest przyzwyczajenie do majątku?

„Chcesz herbatę” Alice Nellis powinno z kolei stać się pocieszeniem dla zakompleksionych kobiet – reprezentantek wieku średniego. To urocza komedia pomyłek, w której żona podejrzewa męża o brak miłości. Obawia się o stan swojej figury, niedoskonałość pośladków, wypalenie uczuć. Lęka się czasu, bo ten upływając, staje się często bezlitosnym mordercą niedoskonałych miłości. Wnioskuje to po codziennych drobnostkach, prawda zaś okazuje się zgoła odmienna. Mąż poświęca czas przy komputerze, by zatuszować na zdjęciach wszelkie niedoskonałości kobiety. Wszak „nobody’s perfect”, a czymże są niedoskonałości ciała wobec prawdziwej siły miłości?

Zbiór kończy opowiadanie Borisa Dočekala, właściciela Wydawnictwa Listen i redaktora serii, z której pochodzą teksty prezentowane w „Czeskich opowieściach”. „Miłość na kolei lokalnej” to historia romantyka Hruszki, który nie może sobie znaleźć kobiety i jego przyjaciela – podrywacza Hildebranda. Kiedy na stacji pojawia się Anielka – „delikatna” istota ze snów Hruszki, okazuje się, że na prawdziwą miłość zawsze warto zaczekać. To opowieść o potędze uczucia wystawionego na najwyższą próbę, jaką jest zdrada w ramionach najlepszego przyjaciela.

„Kochaj mnie mocniej…” to zbiór krótkich, błyskotliwych opowiadań przeznaczonych dla każdego czytelnika. Wielu z nas odnajdzie tu cząstkę „miłosnej gruszki” pod najróżniejszymi postaciami. Historie, jakimi uraczyli nas pisarze, są w większości ciepłe. A gdy przyjdzie im dotknąć bardziej gorzkich aspektów miłosnych korytarzy – robią to z ogromnym wyczuciem. Dają wskazówki, ale nie moralizują. Następcy Haśka, Čapka, Hrabala czy Kundery pokazują, że czeska literatura współczesna trzyma się bardzo mocno. Warto się o tym przekonać osobiście, sięgając kolejny raz po „Czeskie opowieści”.

M. Viewegh, J. Kratochvil, D. Fischerova, P. Šabach, V. Noskowa, E. Hauserova, J. Rudiš, A. Nellis, B. Dočekal, Kochaj mnie mocniej… (Czeskie opowieści), przeł. Katarzyna Dudzic, Tomasz Grabiński, Jan Stachowski, wyd. Good Books, Wrocław 2011.

 Rafał Niemczyk  

%d blogerów lubi to: