Mroczna Wieża III (komiks): Zdrada. Recenzja.


Ka-tet w szponach zdrady

Kleszcze zdrady zaciskają się wokół murów Gilead. Zło może uderzyć zewsząd – lepiej patrzeć na ręce nawet tym, którym rewolwerowcy ufają. Ka-tet Rolanda musi strzec się nie tylko siatki szpiegów i zastępów wrogów czających się gdzieś za horyzontem, ale też mieć się na baczności przed fałszywymi przyjaciółmi. Dłonie gorączkowo ślizgają się po rękojeści rewolwerów, a atmosfera staje się napięta, bo niebezpieczeństwo jest tuż-tuż. Ale nikt w baronii Nowy Kanaan nie spodziewa się, że maca już swoimi szponami twarze starych rewolwerowców, że drażni usta, nosy i uszy ich synów. Czai się w mroku i czeka na odpowiedni moment.

Mroczna-Wieza-Zdrada-1Fabuła koncentruje się wokół dworu Gilead, na którym trwają przygotowania do celebracji oficjalnego pasowania Rolanda, Alana i Cuthbert na rewolwerowców. To zasłużona nagroda za odwagę i poświęcenie podczas krwawych wydarzeń w nadmorskim miasteczku Hambry w baronii Mejis. Choć dla Rolanda tamte dni już na zawsze pozostaną zarówno najpiękniejszymi chwilami w życiu (miłość do Susan Delgado), jak i największą traumą (śmierć Susan na stosie), która nie opuści rewolwerowca nawet, gdy wiele lat później już jako dorosły mężczyzna wyruszy na poszukiwania Mrocznej Wieży. Młodzi rewolwerowcy narażeni są na ataki zazdrosnych rówieśników, Roland ściera się z przerażającą mocą Grejpfruta Maerlyna, szpetna sekutnica Rhea z Cöos jątrzy w swoim chorym umyśle kolejną ranę, a matka Rolanda – nieszczęsna Gabrielle – och, nie chcielibyście wiedzieć, co ona wyczynia…

– Upiekło ci się. Teoretycznie mógł kazać cię stracić za zdradę stanu.
– Przynajmniej nie musiałbym być miły dla matki – odpowie cynicznie Roland na słowa Cuthberta.

Mroczna-Wieza-Zdrada-2Trzeci tom komiksowej „Mrocznej Wieży” okrasza postać dość niezwykłej, jak na realia do których przywykliśmy, niewiasty. Akces przystąpienia do twardego, męskiego towarzystwa zgłosiła Aileen Ritter – siostrzenica mistrza Corta. Aileen nie chce pogodzić się z, wyznaczoną jej przez tradycję, rolą kobiety i żony, ponieważ ma serce rewolwerowca. Dziewczyna jest uparta, zadziorna i charyzmatyczna, poza tym świetnie strzela. Nie zapomina też oblicza… swojej matki. Celuje okiem, strzela umysłem. Być może los skaże ją także na zabijanie sercem, bo wszystko wskazuje na to, że scenarzyści zaplanowali dla Aileen jakąś poważniejszą rolę.

Jeżeli chodzi o kwestie techniczne, to zarówno wykonanie (twarda okładka, szycie, najwyższa jakość papieru), jak i strona edytorska, ponownie nie pozostawiają nic do życzenia. Od strony graficznej nadal obowiązuje minimalizm w tłach i kolorystyczna wirtuozeria (mocna paleta nasyconych barw); „detalizm” jest najwyraźniej czymś od czego na dobre uciekli autorzy strony wizualnej. Maciej Gierszewski z Kopca Kreta zwrócił uwagę na stylistykę narratorską, w myśl której narrator zwraca się gawędziarskim tonem bezpośrednio do czytelnika. Cytując Maćka, „taka koncepcja narratora zupełnie nie pasuje do języka komiksu”. Dopowiem tylko, że jest to zabieg stworzony specjalnie na potrzeby komiksu, nie zaadaptowany z powieściowego cyklu „Mrocznej Wieży”. Jeśli zaś całość akceptuje Stephen King, to pozostaje mi tylko pozostawić do oceny tę koncepcję każdemu czytelnikowi z osobna.

Mroczna-Wieza-Zdrada-3Świetną wiadomością jest natomiast fakt, że Wydawnictwo Albatros zapowiada ciągłość wydawniczą kolejnych tomów „Mrocznej Wieży”. Wiemy też już na pewno, że nie będzie ich pięć, tylko osiem. Roland, potomek w linii prostej Arthura Elda, będzie miał więc jeszcze pełne ręce roboty. My zaś będziemy mogli to wszystko oglądać i przeżywać razem z nim oraz jego ka-tet. Dobra to nowina, bo przecież uniwersum Mrocznej Wieży jest jednak światem nie do pomylenia z żadnym innym.

Mroczna Wieża III (komiks): Zdrada; Robin Furth (fabuła), Peter David (scenariusz), Jae Lee & Richard Isanove (rysunki), Stephen King (koncepcja literacka), tłum. Zbigniew A. Królicki, wyd. Albatros Andrzej Kuryłowicz, Warszawa 2011.

Rafał Niemczyk

Szczepan Twardoch, Tak jest dobrze. Recenzja.


Nie jest zbyt dobrze

„Tak jest dobrze” to trzeci zbiór opowiadań Szczepana Twardocha, autora „Wiecznego Grunwaldu”. Opowiadań jest sześć, a ich tematem nadrzędnym jest ludzka cielesność, tragiczna kondycja psychiczna bohaterów – najczęściej ludzi z pokolenia Twardocha – i zaklęte w niej dramaty.

Książkę otwiera najlepsze opowiadanie w całym zbiorze. „Gerd” to historia bardzo starego Ślązaka, z nieuleczalną traumą z czasów wojny. To były snajper SS „Nordland”, którego czyny ciągną się za nim nawet po półwieczu. Człowiek zgorzkniały, wyprany z dobrych uczuć, potępiony przez świat i samego siebie. Najboleśniejszą tragedią Gerda Piontka jest jednak jego potomek – zniewieściały syn, emocjonalne zero, za którego ojciec-morderca się wstydzi. W opowiadaniu warto wychwycić efektowny fragment, w którym przeżywający osobowościowy dualizm Gerd, dzwoni do Radia Maryja, przemawiając wielorakimi głosami różnych ludzi. Jak przystało na rodowitego Ślązaka, Twardoch popisuje się nienaganną gwarą, co dodaje „Gerdowi” swojskiego, regionalnego klimatu.

„Masara” dotyka problemu tolerancji i braku akceptacji. Tytułowa bohaterka to śląska licealistka, przezwana tak w związku ze swoją ogromną nadwagą. Szpetota ciała wyzwala w Paulinie dogłębne poczucie niższości i kompleksy, a szyderstwo rówieśników sprawia, że każdy dzień w szkole to dla dziewczyny dręczące katusze. Niedużo lepiej jest w domu, gdzie poczucie wstydu wzbudza świetnie wyglądająca matka, a swoje trzy grosze dorzuca komentująca wszystko bez skrupułów ciotka. Druga część opowiadania ukazuje pokolenie Y w krzywym zwierciadle, z fałszywym sensem oraz dominującą rolą mediów i komunikatorów społecznościowych, które mają być namiastką remedium na samotność i życie pozbawione metafizycznej powłoki (ponure, puste życie playboya-rockandrollowca marnującego spory potencjał). Swoją drogą, Twardoch jest dla społeczeństwa zbyt łaskawy, bo problem nadwagi i otyłości zaczyna powoli dotyczyć jego sporej części, a nie jednostek. Może więc warto posłuchać rady ciotki-lekarki, zacząć ćwiczyć i wziąć się z kompleksami za bary? Bo „śmieszność jest gorsza od śmierci”, jak dowiemy się później z opowiadania „Uderz mnie”.

„Dwie przemiany Włodzimierza Kurczyka” to portret zahukanego, nieśmiałego dziwaka zdominowanego przez wychowującą go samotną, despotyczną matkę. Kurczyk nie może się uwolnić od jej panowania nawet kilka lat po śmierci. Nie wyrzuca gnijącego jedzenia, „które kupiła mamusia”, codziennie przynosi jej do przeczytania ulubione gazety. Choć nieźle zarabia, jest w pracy popychadłem. Ma sylwetkę niedbającego o siebie chuchra, stąd nienawidzi pięknych kobiet i dobrze zbudowanych mężczyzn. Tłumiący wewnątrz siebie żądzę i pożądanie, brzydzi się seksem, czując wstręt do własnej cielesności. Wyładowuje się, oglądając w zamkniętym pokoju dziesiątki filmów porno ściągniętych z Internetu. Starając się odmienić życie, pod wpływem nagłego impulsu, zachęcony przez tajemniczą kobietę, Kurczyk przekracza niebezpieczną granicę. Wkracza na teren dla niego nieprzeznaczony, gdzie w powietrzu wisi nieszczęście i zguba. To opowiadanie o próbie odmienienia własnej tożsamości, zatarcia przeszłości, wykastrowania nieśmiałości. Bo często jest tak, że nasze „ego” to od momentu narodzin nasz największy wróg.

Największym problemem Twardocha jest… jego literacki  potencjał, nad którym w niektórych partiach tekstu nie do końca panuje, nurzając się w językowym serwilizmie. W sporych fragmentach pisarz brnie w nachalną poetykę, mnoży fantasmagoryczne opisy, przerośnięte filozoficzne frazy, wrzaskliwe monologi. Wdaje się w manieryczne odwracanie szyku w zdaniach, które stosowane z umiarkowaniem tworzą charakterystyczną stylistykę, ale powielone dziesiątki razy zaczynają przypominać barokowe wieże, wklejone w panoramę hotelu Marriott. Momentami autor zostawia czytelnika bez tchu i możliwości dokonywania własnych obserwacji, wyciągnięcia z tekstu prywatnych, choćby nawet błędnych interpretacji.

Smutnym podsumowaniem zbioru jest opowiadanie tytułowe, inspirowane twórczością Cormaca McCarthy’ego. To ucieczka od bólu i straty w przestrzeń dzikich polarnych terenów, gdzie rządzi przyroda, a noga człowieka stąpa tu jedynie z konieczności. Tundra jest metaforą zagubienia i wyjałowienia spowodowanego pustką po stracie bliskich, której nie da się niczym wypełnić.

Tragicznym, zniewolonym i nieudacznym bohaterom autor, jako uwolnienie się od bagna codzienności, proponuje samobójstwo (nie tylko w tym opowiadaniu). To dekadencka wizja gnijącej przyszłości generacji Y, której Twardoch pozostawia tylko niewielki świetlik nadziei, marne złudzenia i poszarpane perspektywy. Dla niektórych ocena będzie zbyt surowa, dla innych okaże się efekciarskim „straszakiem”, zaś co bardziej cyniczni przyklasną z gorzkim uśmiechem. Jakkolwiek by nie było – lepiej uważać. Bo z pewnością nie jest zbyt dobrze.

Szczepan Twardoch, Tak jest dobrze, Wydawnictwo Powergraph, Warszawa 2011.

Rafał Niemczyk

Philip K. Dick, Człowiek z Wysokiego Zamku. Recenzja.


Punkt oparcia genialnego paranoika

Jak słusznie zauważył Maciej Parowski, o wymowie i znaczeniu „Człowieka z Wysokiego Zamku” najdobitniej świadczy fakt, że zarys fabularny książki znają z grubsza rzecz biorąc wszyscy – nawet ci, którzy jej nie czytali. Wieloletni redaktor naczelny „Fantastyki” wspomina ciężkie czasy lat 80. – okres, kiedy ówczesnej cenzurze nie bardzo po drodze było z Dickowską wizją. Fantastyka miała wtedy ogólnie „pod górkę” – mainstreamowi wydawcy niechętnie angażowali się w prozę spod znaku SF. „Człowiek z Wysokiego Zamku” był jednak zbyt łakomym kąskiem. Po dziewiętnastu latach od amerykańskiej premiery, w 1981 roku SW „Czytelnik” po raz pierwszy poczęstowała Polaków obrazem świata, przy którym nawet ponura peerelowska rzeczywistość nabierała jaśniejszych barw. „Historyczny, polityczny, metafizyczny dyskurs Człowieka z Wysokiego Zamku okazał się kluczem do polskiej przygody z historią w obu odsłonach. Tragicznej i pełnej nadziei” – wywodzi Parowski.

Dick osadził akcję powieści w drugiej połowie XX wieku (dokładnie w 1962 roku), na Zachodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Przedstawił nam alternatywną wizję świata, w myśl której to III Rzesza Niemiecka (z pomocą Włoch) wygrała II wojnę światową w Europie i Afryce, a za oceanem Japończycy podbili USA. Światem rządzą państwa osi – bezwzględnie wykorzystują swoją dominację, przewidując dla podbitych państw co najwyżej role uległych wasali.

Czlowiek-z-Wysokiego-Zamku-mapa (wikipedia.en)

Stany Zjednoczone podzielone są na trzy główne strefy: japońską na Zachodnim Wybrzeżu, niemiecką na Wschodnim Wybrzeżu oraz rozdzielającą je strefę buforową, którą wyznaczają w przybliżeniu Góry Skaliste. Europa prawie w całości zdominowana jest przez III Rzeszę, na wschodzie upadło wielkie mocarstwo rosyjskie, a jego mieszkańcy wespół z innymi Słowianami zostali wygnani daleko za dziki Kaukaz. Japończycy (ukazani jako naród łagodniejszy i bardziej cywilizowany niż Niemcy), którym przypadła w udziale lwia część Ameryki Południowej, „wznoszą w Brazylii siedmiopiętrowe gliniane bloki dla byłych łowców głów”. Afryka – olbrzymia, zdewastowana pustynia, pełna „duchów wymordowanych plemion” – podzielona na dwie strefy okupacyjne (włoską na północnym-wschodzie oraz niemiecką na południu i zachodzie) jest dla nazistów polem do straszliwych eksperymentów. Morze Śródziemne dzięki energii atomowej zostało „zamknięte”, osuszone i przekształcone w pola uprawne. A na dodatek Niemcy kolonizują Marsa, w planach mając podbój całego Układu Słonecznego.

Czlowiek-z-Wysokiego-Zamku-2Realia alternatywnego świata odkształcają cały wizerunek planety, który my znamy z autopsji, a bohaterowie powieści z tajemniczej książki „Utyje szarańcza” niejakiego Hawthorne’a Abendsena – tytułowego „Człowieka z Wysokiego Zamku”. Dla nich „alternatywną wizją” jest historia, w której Niemcy i Japonia zostały w czasie wojny pokonane przez aliantów. Abendsen opisuje taki bieg wydarzeń ze wszystkimi jej konsekwencjami, a lektura jego książki na ziemiach rządzonych przez nazistów jest surowo zakazana.

Światem Dicka rządzą zazębione ze sobą społeczno-polityczne mechanizmy. Robert Childan musi kłaniać się w pas każdemu Japończykowi, ale nie może pozwolić sobie zostać przyłapanym na dźwiganiu ciężkiego bagażu – od tego są niewolnicy, kręcący się po okolicy. W przeciwnym razie utraciłby prestiż w oczach „wyższych sfer”. W życiu prywatnym nie ma miejsca na ujawnianie prawdziwych uczuć. Na terenach nazistowskich panuje zaostrzona segregacja rasowa (Żydzi wciąż są eksterminowani), pojawia się też jakże współczesny problem emerytów („w naszym społeczeństwie nie rozwiązaliśmy problemu ludzi starszych”). Amerykański pisarz w przemyślny sposób dokonuje charakterystyki najbardziej wpływowych, najwyższych rangą niemieckich przywódców (str. 131). Ideologia nazistowska w pewnym momencie zostanie określona jako „psychopatyczny feler niemieckiego umysłu”.

Czlowiek-z-Wysokiego-Zamku-3Istotną rzeczą jest sprawa przedefiniowania wartości kulturalnych w różnych częściach świata. Dla Japończyków najcenniejszymi antykami stają się amerykańskie przedwojenne symbole lub popkulturowe gadżety podbitego kapitalistycznego społeczeństwa (broń z okresu wojny secesyjnej, plakaty, zegarek z Myszką Miki). Dick alegorycznie podkreśla również różnicę pomiędzy zabytkiem a falsyfikatem. Pod pretekstem dylematów na temat komercjalizacji sztuki gani Amerykanów („wytwory amerykańskich rzemieślników nie nadają się na nic lepszego jak wzory tandetnych amuletów”), by w ostatniej chwili słowami Childana przywrócić im resztki godności.

Za pomocą „prostego” skądinąd tricku odwrócenia losów wojny, Dick stworzył absolutny kanon literatury science-fiction. Powieść Philipa K. Dicka nawet kilkadziesiąt lat po zakończeniu wojny czyta się z uczuciem niepokoju. Lekkość opowiadania zastosowana przez Dicka (proste, krótkie zdania, różne punkty widzenia bohaterów, dobrze zawiązane wątki) przeplata się z refleksjami filozoficznymi, metafizycznymi i estetycznymi.

Czlowiek-z-Wysokiego-Zamku-okladka-USATworząc „Człowieka z Wysokiego Zamku”, pisarz wielokrotnie „radził się” I – cing, Księgi Przemian – kanonicznego dzieła taoizmu i konfucjanizmu. I choć jego paranoiczne widzenie świata skłaniało go ku tezie, że „cokolwiek się zdarzy, zło zawsze zwycięża”, to szlachetni bohaterowie Dicka – buntujący się przeciwko owemu „złu” w najbardziej nawet paskudnym i bolesnym otoczeniu – przeważnie odnajdują bezpieczną drogę ku słusznym decyzjom. To zawsze tworzy jakiś punkt oparcia.

Philip K. Dick, Człowiek z Wysokiego Zamku, przeł. Lech Jęczmyk, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2011.

Rafał Niemczyk

* Autorem ilustracji jest polski malarz i rzeźbiarz – Wojciech Siudmak.

Rafał Niemczyk zwycięzcą XI Konkursu Literackiego im. Haliny Snopkiewicz


1 grudnia w Zawierciu został rozstrzygnięty XI Ogólnopolski Konkurs Literacki im. Haliny Snopkiewicz. Pierwszą nagrodę w kategorii „Proza” otrzymał Rafał Niemczyk, za opowiadanie „Kobieta i mężczyzna z szafy”. Na tegoroczną edycję konkursu wpłynęła rekordowa ilość 335 prac autorstwa 160 uczestników, także spoza Polski (z Niemiec i Włoch).

Ceremonia nagrodzenia laureatów odbyła się w Klubie NOVUM. W skład jury weszli uznani krytycy literaccy, poeci, prozaicy i felietoniści: Bogdan Dworak, Olgerd Dziechciarz, Marek Kowalik (znany też jako Marek Krystian Emanuel Baczewski).

Jurorzy zgodnie podkreślali wysoki poziom konkursu oraz różnorodność gatunkową nadesłanych utworów. „Każda z prac prezentuje inny rodzaj literatury, szczególnie mocno zarysowała się różnorodność na obszarze prozy. Napłynęło parę kilogramów prac prozatorskich, długie fragmenty opowiadań, esejów i literatury dokumentalnej. Zwycięskie teksty są godne publikacji w największych magazynach kulturalnych. Większość prac reprezentuje równe wartości literackie” – podsumował wyniki konkursu Marek Kowalik podczas tradycyjnego wieczoru literackiego.

Laureaci XI Konkursu Literackiego im. Haliny Snopkiewicz:

PROZA

I nagroda:

Rafał Niemczyk (Jaworzno)

Marian Lech Bednarek (Czernica)

Wyróżnienia:

Magdalena Dworak (Poręba)
Piotr de Peslin Lachert (Spoltore we Włoszech)
Karolina Szołtek (Zawiercie)
Ewa Toborowicz-Kozjak (Pilica)

POEZJA

I nagroda:

Paweł Podlipniak (Radom)

II nagroda:

Ewa Toborowicz-Kozjak (Pilica)
Katarzyna Zychla (Sieniawa Żarska)

Wyróżnienia:

Czesław Markiewicz (Zielona Góra)
Małgorzata Stachowiak-Schreyner (Sulechów)
Robert Wieczorek (Kielce)

Opowiadanie Rafała „Kobieta i mężczyzna z szafy” możecie pobrać i przeczytać TUTAJ.

Andrew O’Hagan, Rozważania psa Mafa i jego przyjaciółki Marilyn Monroe. Recenzja.


Samotni jak Marilyn Monroe

„Widok nocnego nieboskłonu często przynosi pociechę: pozwala nam wierzyć, że wszyscy jesteśmy w równym stopniu samotni” – powie, spoglądając refleksyjnie w górę, sympatyczny narrator tej książki. Spostrzeżenie to, trafne i odrobinę dojmujące, mogłoby z powodzeniem patronować całości tej opowieści. Tutaj bowiem niemalże każdy bohater zmaga się w mniejszym lub większym stopniu z dokuczliwą samotnością, każdy też jest na swój sposób nieszczęśliwy. Doskonale widzi to nasz narrator. Refleksyjny, inteligentny, sprawny obserwator, znawca dzieł wielkich filozofów i wierny przyjaciel – Maf (skrót od Mafioso). Pies Marilyn Monroe.

Maf, jak widać, jest psem totalnie wyjątkowym. Nic dziwnego, wychowywał się w nie byle jakim środowisku, bo w rodzinie Vanessy Bell – siostry Virginii Woolf. Do Marilyn trafia w końcowym okresie jej życia – depresyjnym, smutnym i niepoukładanym. Od tamtej pory towarzyszy swojej uroczej właścicielce niemalże wszędzie: na przyjęciach, wizytach u psychoanalityków i u przyjaciół, w dalekich podróżach i na planie filmowym. Dzięki temu poznaje ją zupełnie na wylot, a o wspomnieniach wyniesionych z tej wyjątkowej znajomości przeczytamy w książce Andrew O’Hagan.

Maf jest intelektualistą i erudytą. To pies elegancki, który posługuje się również eleganckim językiem. Jego obserwacje są trafne, opisy żywe i autentyczne, a wyłania się z nich całkiem przekonujący i barwny obraz artystycznego środowiska Ameryki lat 60. Kraju, ówcześnie wchodzącego w kolorową nowoczesność, dumnego i dziecinnego zarazem, brzmiącego głosem „Walta Whitmana, opiewającego siebie i drogę bez kresu; Fitzgeralda, który świergotał słodkie prawdy duchowi epoki, Gertrudy Stein i Królika Bugsa, z niewyczerpanym zapasem gagów (…), Hucka Finna i Stuarta Malutkiego, Elvisa Presleya i Emily Dickinson, Holdena Caulfielda i Twtiego Pie, Sala Paradise’a i Neala Cassady’ego, Kaczora Duffy’ego i Harolda Arlena, Johna Kennedy’ego i Augiego Marcha. Rodowitych Amerykanów.” – mówiąc słowami psa Mafa.

Marylin-Monroe-and-MafPies Maf za sprawą Marilyn znajduje się zatem na samym szczycie wybornej, amerykańskiej śmietanki. I co widzi? Oprócz ogromu samotności – zmanierowanie, płyciznę, nieustanną presję bycia atrakcyjnym, odgrywania, zakładania masek, ciężar funkcjonowania jako element światowego życia i sprostania jego regułom. Spójrzmy oczami Mafa na jedną z najjaśniej lśniących postaci ówczesnego showbiznesu – Franka Sinatrę.  Bystry maltańczyk bacznie go obserwuje i jakie wyciąga wnioski? Frank „stara się wyglądać na faceta, którego nic szczególnie nie obchodzi. Tymczasem obchodziło go to w stopniu zakrawającym na obłęd”. Tego typu uczucie – ciśnienie na ustawiczne bycie na luzie – doskwiera nie tylko piosenkarzowi, ale wielu innym, słynnym postaciom tamtego okresu (i chyba do dziś nic w tej kwestii się nie zmieniło). Tak na marginesie, boski Frank to najczarniejszy charakter tej historii – porywczy, agresywny, nieobliczalny i bezlitosny.

Jaka w tym wszystkim jest Marilyn? Zagubiona. I choć ją również dopada gorączka bycia „luźnym”, jest tutaj postacią najautentyczniejszą, a do tego ma ambicje. Aktorskie i intelektualne. Zagubiona jednak w swoich kompleksach, niepewna własnej wartości, doświadczona rozwodem z cenionym pisarzem, który nie zawahał się jej skompromitować, popada w nieustanne doły i depresje. Marilyn wymaga od siebie wiele, być może zbyt wiele, gdyż mimo bystrego umysłu, nadal jest naiwna i (uroczo) dziecinna. Maf o swojej pani powie: „nie będę udawał, że kiedykolwiek pojmę, co jej dolegało. To była czysto ludzka przypadłość, brzemię samoświadomości, które przytłacza jaźń”.

Ci, którzy oczekują od „Rozważań psa Mafa i jego przyjaciółki Marilyn Monroe” historii „babskiej”, odrobinę romansowej, różowej i mało skomplikowanej – nieuchronnie się zawiodą. Niewiele tu akcji oraz jej zwrotów, dużo natomiast zagęszczonych treści, refleksji, w zabawny sposób podanej filozofii, kultury, wiele postaci tamtych lat. To inteligentna literatura, ciekawa, zajmująca, jednak „statyczna” – bez fajerwerków i zabójczego tempa. Historia Marilyn przejmuje, jej dolegliwości wymuszają zrozumienie. „Rozważania” to także mały esej na temat … psów oraz ich obecności w literaturze i kulturze. Maf bowiem, oprócz trafnych uwag na temat ludzi, dzieli się również ogromną wiedzą w zakresie swoich braci czworonogów, zwanych naszymi najwierniejszymi przyjaciółmi.

Andrew O’Hagan: Rozważania psa Mafa i jego przyjaciółki Marilyn Monroe, tłum. Justyna i Sławomir Studniarzowie, wyd. Świat Książki, Warszawa 2011.

Dorota Jędrzejewska

%d blogerów lubi to: