Olivier, Jérôme i Anne-Claire Jouvray, Lincoln 3 (komiks). Recenzja.


Rewolucja na krzywy ryj

To nie pierwsze nasze spotkanie z Lincolnem, dlatego tytułem wstępu przypomnijmy, że…
1. Komiksowy Lincoln ma niewiele wspólnego z prezydentem Abrahamem Lincolnem, choć co bardziej uparci zaliczą na poczet ich podobieństw dość pociągłą twarz.
2. Lincoln-kowboj ma wiecznie wykrzywiony ryj, ponurą minę i nosi za sobą cień traumatycznego dzieciństwa. Prawie wszystko go wkurza, klnie jak szewc, lubi się uchlać i od czasu do czasu zaliczyć jakąś panienkę.
3. Towarzyszący mu w podróży karzełkowaty, dobroduszny, choć nieco ciapowaty Bóg obdarzył go za to niewybrednym poczuciem humoru.
4. Z lekcji religii wiemy, że gdzie Bóg, tam i Diabeł, dlatego ten ostatni z godnym lepszej sprawy uporem depcze naszej parze po piętach.
Po więcej szczegółów dotyczących dwóch pierwszych tomów „Lincolna” odsyłam TUTAJ.

Meksykańska rewolucja w westernie była przerobiona bardzo solidnie. „Dzika banda” Sama Peckinpaha (1969) z finałową sceną rzezi do dziś pozostaje jednym z westernów wszech czasów, inspirując kolejne zastępy reżyserów z Quentinem Tarantino na czele. Bliski nam powinien być również „Zawodowiec” Sergio Corbucciego (1968), gdzie głównym bohaterem – najemnikiem przybywającym do ogarniętego rewolucyjnym szałem Meksyku – jest Kowalski, typ skądinąd jednocześnie cwany i urokliwy.

Autorzy „Lincolna”, rodzeństwo Olivier, Jérôme i Anne-Claire Jouvray, nawiązują do klasyki często i gęsto. Mamy tu zatem „dobrych” rewolucjonistów i „złych” rządowych żołdaków (czasem dochodzi do standardowego odwrócenia ról), ciemiężonych wąsatych rolników, hacjendy i obozy dla imigrantów, a także motyw „kreta” wprowadzonego w szeregi wroga.

„To nie miejsce, gdzie można zgrywać kowboja” – usłyszy od żołnierzy Lincoln, na co wypali w swoim stylu: „Sram na to. Jesteśmy w Ameryce – to wolny kraj i można strzelać, do kogo się chce i kiedy się chce”. „Lincoln” to bowiem komiks, w którym największa dawka humoru zawiera się w dowcipnych dialogach. Humor sytuacyjny stanowi zazwyczaj tylko dopełnienie tła. Jouvrayowie kpią nie tylko z „amerykańskiej ery postępu” i pokłosia konfliktów kolonialnych, nie wahając się szydzić z Ameryki współczesnej. Rozbrajająca jest scena, w której skośnooki Amerykanin z zacięciem poluje na nielegalnych meksykańskich imigrantów, aby wygnać „zapchleńców” ze swej „ojczyzny”. A jednak żeby nie było tendencyjnie, w drugiej części albumu pojawia się „francuski piesek”, rodak autorów, miłośnik marksizmu i rewolucji od strony… teoretycznej. Jouvrayowie dokładają więc komu popadnie.

No a gdzie tu Lincoln? Jak zwykle: ma wszystko w nosie i chce się tylko odciąć, ale im bardziej się stara, w tym większe wdeptuje gówno. A wszystko tym razem przez kobietę – Palomę la Saldenę, piękna przywódczynię grupy rewolucjonistów. „Ej no, ja nie jestem bohaterem tak jak ty. Kiedy wszystko się wali, ja po prostu zwijam manatki i się zmywam!” – tłumaczy Lincoln, ale oczywiście nadaremno. Babie możesz tłumaczyć, pomyśli, a że się ciutkę zabujał, nie będzie lekko mu się z tego wszystkiego wykaraskać.

Lincoln 3, Olivier (scenariusz), Jérôme (rysunki) i Anne-Claire (kolory) Jouvray, tłum. Katarzyna Sajdakowska, wyd. timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2013.

Rafał Niemczyk

Uwaga! Komiks można sobie kupić TUTAJ.

Iwona Chmielewska, Dwoje ludzi. Recenzja.


Dwoje-ludzi-okladkaJak naczynia klepsydry

Dwoje ludzi zostało przygotowane przez autorkę dla oficyny Sakeyjul z Korei, książka ukazała się sześć lat temu, a teraz, dzięki uprzejmości poznańskiej oficyny Media Rodzina, od lutego jest dostępna w naszym kraju. Z uwagi na pewne szczegóły edycji i fotoedycji można śmiało powiedzieć, że jest to premiera nowego picturebooka Iwony Chmielewskiej. Gdyż artystka zdecydowała się wprowadzić drobne, ale zasadnicze zmiany: zrezygnowała z ostatniej ilustracji. Gest ten zmienia wymowę całości, łamie jednoznaczność, przesuwając akcenty w stronę wieloznacznego i otwartego pola znaczeniowego. O czym słusznie pisała Anna Mrozińska; polecam sprawdzić tu: klik! klik!

Dwoje-ludzi-klepsydra

Tekst pomieszczony w książce, który zaczyna się od słów: „Gdy dwoje ludzi żyje razem, to jest im łatwiej, bo są razem, i jest im trudniej, bo są razem”, podano za pomocą prostych, sentencjonalnych zdań. Czasem opartych na zestawieniu cząstek wykluczających się, czasem trafnie dobranych oksymoronach, a czasem z użyciem obrazów przeciwstawnych, przeciwległych. Jednakże całość jest spójna, metaforyczna i konsekwentna: każdy związek dwojga ludzi jest, mimo pozornej prostoty, sprawą skomplikowaną i niejednoznaczną. Zdaję sobie sprawę, że takie przedstawienie fabuły może sugerować jej banalność, ale nic bardziej mylnego. Artystce udało się uniknąć mielizn na jakie narażony jest każdy autor, który chce opowiedzieć o byciu w związku z Innym. A właściwie w różnych związkach, bo czasem mówi się o niemożności wspólnego przebywania w jednym miejscu (jak dzień i noc), a czasem o łączeniu się ludzi na stałe (jak naczynia klepsydry). I niekoniecznie autorka ma na myśli tylko związek kobiety i mężczyzny.

Dwoje_ludzi

Dwoje-ludzi-okno

Zadziwiające (i zarazem fascynujące!), że w tekście nie użyto bezpośrednio słowo „miłość” w odniesieniu do opisywanej relacji między dwojgiem ludzi. Pada ono jedynie raz, na przedostatniej rozkładówce w zdaniu: „Ludzie mogę być też mocno złączeni jak dwie okładki książki o miłości, bez których ta opowieść by się rozsypała”. Dzięki użyciu zaimka wskazującego możemy uznać, że mamy do czynienia z zabiegiem metaliterackim, w którym fragment książki wskazuje na nią samą… Na uwagę zasługuje też cała koncepcja omawianego picturebooka. Na ilustracjach widzimy „dopowiadające” i rozszerzające znaczenia elementy graficzne, które pobudzają wyobraźnię czytelnika, nie pozwalając mu skupić się tylko i wyłącznie na słowach. Nie należy czytać Dwojga ludzi od zdania do zdania, bo wiele niuansów można wtedy przeoczyć.

Dwoje-ludzi-oczySposób lektury

Mój sposób lektury wygląda następująco: po przewróceniu strony najpierw staram się sczytać ilustracje, zastanawiając się (sam, bez podpowiedzi ze strony autorki/autora), co wnoszą do narracji z poprzedniego panelu, następnie czytam tekst zamieszczony na planszy, dodając go (w głowie) do poprzedniego fragmentu układanki słownej; dalej powracam do ilustracji zamieszczonych na rozkładówce i składam je z tekstem tylko tej strony, na której właśnie jestem; potem staram się rozgryźć, co z czym i dlaczego zostało połączone, dokładam to, co znalazłem do tego, co już wiem. Na zakończenie jeszcze raz zajmuję się szczegółowo samą ilustracją (ilustracjami) na stronie, przyglądam się im dokładnie, zbliżam wzrok do każdej drobnostki, załomu, literki. Potem studiuję (raz jeszcze) wszystko, co można znaleźć pod okładką, na stronie tytułowej i redaktorskiej. Podziwiam wklejki. No i jeszcze tylko dwa czytania: najpierw sam tekst, a następnie same ilustracje – strona po stronie.

Wydawać by się mogło, że lektura omawianej książki nie powinno zająć więcej niż 15-20 minut, a jednak pierwsza lektura trwała prawie 3 godziny, a później były i następne. Ponieważ Dwoje ludzi to pozycja, do której się wraca!

Iwona Chmielewska (tekst & ilustracje), Dwoje ludzi, Media Rodzina, Poznań 2014.

[tekst: 5, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

Maciej Gierszewski
Kopiec Kreta

Dwoje-ludzi-wyspa

%d blogerów lubi to: