Vladimir Nabokov, Blady ogień. Recenzja

Obłęd w gabinecie cieni

Jest w obłędzie coś artystycznego. Pierwiastek opętania, przeobrażający się po wielokroć w gęsty i nieprzenikniony roztwór zła, fascynował starożytnych klasyków, kąsał bohaterów szekspirowskich, pełnił rolę passe-partout (a może raczej wytrycha?) do sękatej garści opowiadań Edgara Allana Poe. Można by z tego wydzielić odrębny regał w Bibliotece Babel.
„Utwór prozatorski istnieje dla mnie tylko o tyle, o ile daje mi coś, co bez ogródek nazwę rozkoszą estetyczną, czyli poczucie, że zdołałem jakoś, którędyś nawiązać łączność z odmiennymi stanami bytu, w których sztuka (ciekawość, czułość, dobroć, ekstaza) stanowi normę” – napisał Vladimir Nabokov w komentarzu do „Lolity”, gdzie wykreował postać nikczemnika, który tuszuje i retuszuje swoje haniebne czyny za pomocą pięknych słów, za pomocą magii sztuki, tychże odmiennych stanów bytu, w które wprowadza czytającego.

Bohater „Rozpaczy” opętany jest obsesją dokonania morderstwa doskonałego – planuje zabić człowieka bliźniaczo podobnego, zabrać mu jego tożsamość, by podszywając się pod niego, stać się własnym sobowtórem i uczynić z symetrii zabójstwa dzieło sztuki.
W dramacie „Wynalazek Walca” Nabokov przedstawia z kolei rojenia szaleńca, który pragnie uratować świat za pomocą potężnej broni dalekosiężnej.
W „Bladym ogniu” posuwa się o krok dalej, tworząc postać psychopaty-artysty, którego szaleństwo ogarnia już nie tylko rzeczywistość, nie tylko sztukę, ale tę zawiesistą przestrzeń pomiędzy, do której dostępu bronią zarówno prawa natury, jak i prawo karmy, jeżeli już nie może być mowy o zdrowym rozsądku.

Opisanie literackiej i fabularnej struktury „Bladego ognia” czytelnikowi niezaznajomionemu z twórczością Nabokova jest zadaniem karkołomnym. Z odsieczą przychodzi jak zwykle Leszek Engelking, który w rozbudowanym posłowiu opisuje różne sposoby interpretacji utworu, wiele ukrytych w gąszczu liter odniesień i szczegółów-klejnotów, do których dokopać się mogą jedynie najwytrwalsi. Jeżeli już mowa o pracy analitycznej, trzeba koniecznie wspomnieć o świetnym przekładzie, którego dokonali wespół Stanisław Barańczak (partie liryczne) z Michałem Kłobukowskim. Kończąc ten wątek, z ubolewaniem muszę nadmienić, że wydanie zawiera sporo błędów technicznych („literówek”), zwłaszcza w posłowiu, co w przypadku przywiązania pisarza do kultury języka razi szczególnie mocno (w jednym przypisie na str. 329 jest ich aż cztery).

Eugeniusz-OnieginZiarnem, z którego wyrosła trzynasta powieść Nabokova, była praca nad tłumaczeniem i opracowaniem „Eugeniusza Oniegina”, poematem dygresyjnym autorstwa Aleksandra Puszkina; małym zalążkiem był też fragment „Solus rex” z czasów rosyjskiej twórczości pisarza (jego fragmenty można przeczytać w zbiorze opowiadań „Kęs życia…”). Engelking zwraca uwagę na podobieństwo kształtu czterotomowego komentowanego „Oniegina” do znacznie krótszego objętościowo „Bladego ognia”, z tą istotną różnicą, że pierwszy jest pracą translatorską i literaturoznawczą, a drugi literacką fikcją. Utwór jest jednym z najbardziej skomplikowanych dzieł w całej historii literatury, ustawianym na jednej półce razem z „Ulissesem” czy „Finnegans Wake” Jamesa Joyce’a. Na jego temat powstały dziesiątki książkowych monografii, omówień, esejów, nie wspominając już o artykułach i recenzjach. Czym więc jest „Blady ogień”?

Jako pierwszy zwraca na siebie uwagę kształt książki, który w połączeniu z umiłowaniem autora do symboliki, ukrytych znaczeń i gier słownych, przyrównać mogę z lekkim przymrużeniem oka do połączenia „Hexa” Johna Nasha juniora z szachową zagadką, wyreżyserowanego przez młodego Ingmara Bergmana. W „rzeczywistości” zaś – jak mawiał Nabokov „wyraz ten jako jeden z nielicznych nic nie znaczy bez cudzysłowu” – to hybrydowe porównanie jest mało trafne, bo trudno byłoby w matematycznej bądź filmowej konwencji oddać to, co potrafi zdziałać geniusz za pomocą słowa.
Mary McCarthy pisze o „Bladym ogniu” „dzieło-centaur”, Michał Głowiński wskazuje na mimetyzm formalny, czyli „naśladowanie w powieści innych niepowieściowych form wypowiedzi”, Leszek Engelking dodaje, że już ów kształt powieści, jedyny i niepowtarzalny, sprawia, że jego naśladowanie stałoby się plagiatem. Bowiem dążenie do całkowitej artystycznej oryginalności to jedna z pieczęci na twórczości Vladimira Nabokova.

Książkę otwiera przedmowa Charlesa Kinbote’a do składającego się z 999 wersów i podzielonego na cztery pieśni poematu fikcyjnego amerykańskiego pisarza Johna Shade’a pt. „Blady ogień” (ang. shade – cień). Poetyka tego utworu nawiązuje do czołowego poety angielskiego oświecenia Alexandra Pope’a, prekursora romantyzmu w literaturze brytyjskiej Williama Wordswortha oraz jednego z największych poetów amerykańskich XX wieku Roberta Lee Frosta. Ton autora przedmowy w uważnym czytelniku obudzi pierwszą nutę niepewności. Coś jest tutaj nie tak, coś fałszywie dźwięczy w wysublimowanych słowach Kinbote’a, jakieś niepokojące nuty wygrywa ten solista, usiłujący za wszelką cenę zagrać pierwsze skrzypce w symfonii, której to przecież nie skomponował. John Shade bowiem nie żyje, a Kinbote samozwańczo obwołuje się wydawcą, redaktorem i komentatorem utworu swojego, jak sam go określa, „dobrego przyjaciela”.

Przeczytanie poematu nic konkretnego (poza odczuciami estetycznymi czytelnika) nie wniesie, dopiero wczytując się w komentarz Kinbote’a, wers po wersie będzie zagłębiał się w interpretację utworu, która stanie się skróconym życiorysem zmarłego poety z rozrastającym się garbem historii Charlesa Kinbote’a, wygnanego z tajemniczej Zembli króla – Karola Ukochanego. „Życie ludzkie jest tylko serią przypisów do jakiegoś olbrzymiego, mętnego, niedokończonego arcydzieła” – napisze Kinbote w komentarzu do wersów 939-940.

Ale kim tak naprawdę jest Kinbote? W jaki sposób poznał Johna Shade’a na Uniwersytecie Wordsmitha w New Wye (Appalachia, USA)? Na jakiej podstawie uzurpuje sobie prawo do współautorstwa poematu? Kim jest podążający jego tropem płatny zabójca, tajemniczy Jacob Gradus? Jak przebiegała rewolucja w Zembli i oblężenie zamku króla, po którym musiał on sekretnym korytarzem zbiec do Ameryki? Kto jest autorem cytatu z „Żywota Samuela Johnsona” otwierającego książkę jeszcze przed przedmową – Kinbote, Shade czy Nabokov? Dlaczego w kończącym utwór indeksie pedantycznie stworzonym przez Kinbote’a brakuje niektórych nazwisk? Gdzie jest prawda, gdzie fikcja, a gdzie złowieszcza gra z czytelnikiem, w ręku którego zwykła z pozoru książka zamienia się w narzędzie zemsty, rurę wydechową najniższych instynktów i labirynt szalonego umysłu?

Vladimir-NabokovO języku Nabokova wspominać nie trzeba – wystarczy otworzyć książkę na losowo wybranej stronie (właściwie dotyczy to wszystkich jego dzieł), zacytuję za to kawałek poematu Johna Shade’a, osobiście mi bliski, bo jestem fanem Sherlocka Holmesa i sir Conan Doyle’a:

 Kropka, strzałka w tył; znowu: kropka, strzałka…
przecież
To trop bażanta! To on tędy w nocy przeszedł!
Sublimat kuropatwy, dandys w kołnierzyku,
Urządził sobie Chiny w naszym zagajniku.
Czy to nie on w
Sherlocku Holmesie wzuwał buty
Noskami w tył, fałszując kierunek marszruty?

Odnajdziemy w „Bladym ogniu” wiele motywów mniej lub bardziej bliskich Nabokovowi, jak temat sobowtóra, niebezpiecznego tudzież urojonego totalitaryzmu, amerykańskiej obyczajowości lat 50-tych w małym mieście, apologię samobójstwa, dialog dotyczący grzechu pierworodnego i Boga, a także (jasna rzecz) zaświatowości i życia po śmierci.

[Sylogizm: Umierają inni; ja nie jestem
Nikim innym; a zatem ja nie umrę.]

Popularność „Bladego ognia” wśród czytelników nie przebiła skandalizującej „Lolity”, natomiast nabokovolodzy, literaturoznawcy i krytycy zgadzają się bezsprzecznie, że jest to dzieło co najmniej równie wybitne, kompletne i niepowtarzalne pod względem formy. Przenikając przestrzeń literackiego obłędu, w blasku bladego, ale niegasnącego nigdy ognia (bo „życie jest to przesłanie – nabazgrane w mrokach”), pojawiają się nieorganiczne cienie – jeden za drugim, za trzecim, za czwartym, w gabinecie chorych luster i cieni, wpatrzone w ciemniejącą dal, ustawione w dwuszeregu lub szeregu, stojące na baczność, słaniające się na nogach, klęczące albo konające. Którymś z nich jest Nabokov, którymś jest John Shade, którymś jestem ja, a którymś Ty, mój drogi Czytelniku.

Vladimir Nabokov, Blady ogień, przeł. Stanisław Barańczak i Michał Kłobukowski, posłowiem opatrzył Leszek Engelking, Wydawnictwo MUZA SA, Warszawa 2011.

 Rafał Niemczyk 


Informacje Dorota Jędrzejewska
Lubię czasami coś poczytać i coś napisać.

6 Responses to Vladimir Nabokov, Blady ogień. Recenzja

  1. Zbyszekspir says:

    Dziekuję za tę recenzję, bardzo mi się podoba:). Cieszę się, bo okazuje się, że nie tylko ja lubię Nabokova, piszę o nim, zaczytuję się jego utworami. Ulubiona jest „Lolita”, ale „Blady ogień” oczywiście czytałem, tyle, że w innym tłumaczeniu, nie pamiętam czy poemat tłumaczył Barańczak, zdaje się, że tak, a przypisy Stiller. Książka do wielokrotnego czytania, jak prawie zawsze u Nabokova, a dla mnie jak raz jest to plus. Chciałbym jeszcze przeczytać jego tłumaczenie „Oniegina” z przypisami i „Wykłady o literaturze”, podobna przyjemność. Pozdrawiam serdecznie:)

    • Experyment says:

      We wcześniejszym wydaniu z PIW-u (1994) całość tłumaczył Stiller.

      Z „Wykładów o literaturze” korzystam, Nabokov omawia tam m.in. dzieła Austen, Dickensa, Joyce’a, Prousta, Stevensona, szczególnie zaś warto zwrócić uwagę na analizę „Pani Bovary” Flauberta oraz „Przemiany” Kafki (jasna rzecz – zamiłowanie do entomologii).

      Na „Oniegina” z przypisami będziemy musieli chyba jeszcze trochę poczekać, chyba że czujesz się na siłach zmierzyć z nim w języku angielskim. Za to Muza sprawiła miłą niespodziankę i w maju będzie można przeczytać biografię Gogola w tłumaczeniu Leszka Engelkinga, a nie muszę dodawać, że nie będzie to biografia w klasycznym ujęciu;)

      Pozdrawiam!

      Rafał

      • Zbyszekspir says:

        Dziekuję za informację o biografii Gogola, nie wiedziałem, że ma wyjść i to już wkrótce. Ostatni ocoraz bardziej lubię biografie, teraz kończę „Papugę Flauberta” Juliana Barnesa, niebawem coś o niej napiszę. Jeszcze raz dzięki:)

  2. Experyment says:

    Cieszę się, że mogłem pomóc. A biografię Gogola zapewne przeczytamy obaj, więc można się przygotować na inspirującą wymianę uwag:)

    Rafał

  3. Książka Nabokova, którą cenię na równi z ”Lolitą”.

    • Experyment says:

      Oj, tak, ja również. Dla mnie to arcydzieło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: