H. P. Lovecraft, Koszmary i fantazje (listy i eseje). Recenzja.


Skrzynka HPL-a, czyli rozsądna niestałość poglądów

Samotność samotnika z Providence została w świadomości czytelników powszechnie usankcjonowana być może w tym samym momencie, co jego twórczość, klasyfikowana z biegu w obrębie horroru czy fantastyki naukowej, względnie – przez znawców gatunku – jako weird fiction. Oczywiście jedno i drugie jest po części prawdą, jednak samotność samotnika, który w ciągu swojego (skądinąd dość krótkiego) życia napisał około 80 tysięcy listów, liczących nierzadko po kilkadziesiąt stron, jest samotnością tak samo dziwną jak jego opowieści. Howard Phillips Lovecraft, jeden z prekursorów science fiction w jej straszących odmianach, twórca kultowej mitologii Cthulhu, śledczy pradawnych bóstw, podjudzający potężne demony, zdekonspirowany po latach autor bluźnierczego „Necronomiconu”, myśliciel i filozof, autorytarysta, zdeklarowany ateista, człowiek bezwzględnie przywiązany do nieomal feudalnych, konserwatywnych wartości arystokratycznej Nowej Anglii, a więc, niejako siłą rzeczy, wyznający nierzadko poglądy rasistowskie.

Marek Wydmuch, ekspert od biografii i twórczości pisarza, zwraca uwagę na sprzeczność tych zasad i „duchowej elegancji” Lovecrafta – który sam o sobie mawiał najchętniej jako o „pełnym poczucia własnego arystokratyzmu gentlemanie z okresu kolonizowania wschodniego wybrzeża w XVII wieku” – z marnymi warunkami materialnymi, w których przyszło mu żyć. Paradoks, wobec którego HPL był raczej bezsilny (jako pisarz zarabiał rzadko i raczej mizernie), choć tak po prawdzie do pieniędzy i majątku nigdy go nie ciągnęło.

Providence (rys. Kaja Kasprowicz)

Wszystko to składa się w jedną arcyciekawą osobowość, przy czym HPL potrafi intrygować polemiką nie tylko z rozmaitymi korespondentami, ale i z własnymi poglądami, tymi konserwatywnymi i kontrowersyjnymi również. „Co by nie mówić o rasizmie Lovecrafta (…) – pisze we wstępie tłumacz, Mateusz Kopacz – nie można zaprzeczyć, że w większości kwestii był to człowiek poszukujący, rozwijający się. Na przestrzeni całej książki widać to wyraźnie (…), więc może się zdarzyć, że obok siebie wypowiada się dwóch kompletnie różnych Lovecraftów”. Niebywale owocna korespondencja pisarza była poniekąd próbą zaspokojenia niedostatków intelektualnych debat i wymiany myśli, do których lgnął, zamknięty w czterech ścianach, mimo że nie przepadał za towarzystwem samych ludzi. Dla HPL-a najcenniejsze były ludzkie myśli, nie zaś postacie z krwi i kości.

Wiele spośród 45 esejów i listów Lovecraft poświęcił samej literaturze grozy, analizie dzieł mistrzów, a także kilku swoich utworów. Mimo że nie cieszył się estymą pośród krytyków (tworzył przecież w czasach, kiedy horror zaliczano do gatunków niszowych, a samą weird fiction postrzegano jeszcze gorzej – jako nieestetyczną gatunkową hybrydę), i jego utwory zazwyczaj odrzucano, uskarżał się na niesłuszną niepopularność gatunku, który reprezentował, raczej rzadko. O wiele częściej brak literackiego sukcesu składał na karb własnych niedostatków pisarskich; pierwszy tekst „Koszmarów i fantazji” nosi znamienny tytuł „Krótka autobiografia marnego pisarzyny”. Dziś twórczość Lovecrafta zaliczana jest do kanonu literatury amerykańskiej i omawiana na uniwersytetach, co w przypadku literatury grozy zdarza się bardzo rzadko.

Howard Phillips Lovecraft (1915)

W liście do Harolda S. Farnese możemy za to przeczytać: „(…) od zawsze zdawałem sobie sprawę, że moja wyjątkowa dziedzina w gruncie rzeczy należy do tych pomniejszych oraz że nawet gdybym osiągnął poziom prawdziwej literatury, byłaby to zaledwie prosta forma „literatury eskapistycznej”. To, na co szczególnie zwracam uwagę, jeśli chodzi o ten gatunek, nieważne jak bardzo jest pośledni, to jego szczerość i prawdziwość; nie jest on zaledwie jednym z aspektów naiwnego nieokrzesania, które spycha na bok każda oświecona epoka”.

Wnikliwy czytelnik dostrzeże w wielu z tych listowych „samosądów” przewrotność, a miejscami niekonsekwencje, wskazujące na gorycz niedocenionego twórcy, niemniej radykalny w sądach, egotyczny HPL potrafił przelać na papier liczne wyrazy niekłamanego podziwu dla innych pisarzy – mistrzów gatunku, którym hołdował. Byli to przede wszystkim: Lord Dunsany, Walter De La Mare, Arthur Machen, Ambrose Bierce, Algernon Blackwood, Montague Rhodes James, Nathaniel Hawthorne i, rzecz jasna, Edgar Allan Poe. Do literatury głównego nurtu również podchodził z reguły konserwatywnie; nie podobały mu się wszelkie zapędy modernizowania klasycznej powieści, zajadle krytykował poezję początku XX wieku, ale głosił także, że „nadszedł czas, by zmierzyć się ostatecznie z jałowym i wyeksploatowanym wiktoriańskim ideałem”.

Napis na nagrobku Lovecrafta „I am Providence” oznacza „Jestem Opatrznością”, a jednocześnie „Jam jest Providence”, co ma podkreślać wpływ pisarza na miejsce, w którym tworzył,
i odwrotnie.

Z „Koszmarów i fantazji” wyłania się Lovecraft-intelektualista, myśliciel zainteresowany wieloma dziedzinami (m.in. literaturą, architekturą, historią, polityką, filozofią), a jego rozważań – nawet jeśli część z nich jest dziś nieaktualnych czy zweryfikowanych przez sto lat nauki i historii – nie sposób nazwać powierzchownymi. Wręcz przeciwnie, Lovecraft, który zawdzięczał rozwój umysłowy nieustannej niemal lekturze książek, gazet, materiałów popularnonaukowych, urzeka ostrością sądów przy jednoczesnej wrodzonej wnikliwości i rozległej wiedzy. To agnostyk, skrupulatny realista, potrafiący jednak docenić chrześcijańskie zasługi, choć do samej religii zdystansowany i zarzucający jej bazowanie na nieprawdzie. To zdeklarowany przeciwnik komunizmu, choć popierający program ówczesnego socjalizmu, a jednocześnie zwolennik Nowego Ładu Roosevelta.

Wiele z tych sprzeczności brało się z tego, co sam określał „rozsądną niestałością poglądów”. HPL rozmówcą był twardym, ale logicznym; polemizował z klasą i siekał argumentami, jednakże starał się nie zamykać na kontrargumenty rozmówców. A co najważniejsze, ujawniająca się w sporych fragmentach buta neutralizowana była urzekającym poczuciem humoru Lovecrafta. Niezdecydowanym polecam otworzyć książkę na stronie 163 i przeczytać genialny esej o wyższości kotów nad psami.

H. P. Lovecraft, Koszmary i fantazje (listy i eseje), tłum. Mateusz Kopacz, Wydawnictwo SQN, Kraków 2013.

Rafał Niemczyk

* Wybór ciekawszych listów i esejów dla zainteresowanych:

o weird fiction (s. 27); uwagi na temat tworzenia opowieści weird fiction (s. 29); list do Roberta E. Howarda, twórcy postaci Conana, który jedną z części napisał wespół z Lordem Dunsany (s. 34); o prawach autorskich i złych wydawcach (s. 50); szkic „Widma nad Innsmouth” (s. 54); „Wyzwanie spoza światów” – opowiadanie współtworzone przez pięciu autorów, w tym HPL-a (s. 76); notatnik z pomysłami – rewelacja!, zbiór wykorzystanych i niewykorzystanych pomysłów na opowiadania (s. 93); o Lordzie Dunsany (s. 126); tajemniczy list do Roberta Blocha (s. 154); esej o wyższości kotów nad psami – rewelacja! (s. 163); krytyka epoki wiktoriańskiej (s. 192); czymże jest sztuka? (s. 194); o weird fiction i poczuciu nieznanego (s. 197); krytyka pulpowej SF (s. 202); o rozpaczy w chwili śmierci matki (s. 207); o kompozycji utworów literackich (s. 210); o religii, moralności, prawdzie, wiedzy i kościele (s. 223); „Wyznanie niewiary” (s. 232); o religii i ateizmie (s. 243); list przeciwko komunizmowi (s. 257); „W obronie Dagona” (s. 267); o Nantucket (s. 306); „Domy Poego i miejsca mu poświęcone” (s. 309); relacja z podróży „Obserwacye w kilku częściach Ameryki dokonane” (s. 321); dodatek „Znajomi Lovecrafta” opracowany przez tłumacza, czyli sylwetki przyjaciół i korespondentów pisarza.

Henry David Thoreau, Życie bez zasad. Recenzja.


Tylko z braku Człowieka istnieje tak wielu ludzi

Ameryka XIX wieku to czas wilderness i frontier. Okres pustkowi niepokalanych ludzką stopą, gdzie granice bezustannie przesuwały się, a kultura, język czy ustrój polityczny – nie były w nich zaklęte, jak miało to miejsce na kontynencie europejskim. Frontier to przesuwanie owej ruchomej granicy, podbijanie wilderness, osiedlanie się na nowych terenach, podążanie w kierunku zachodu, wypierając podczas tego procesu rdzenne kultury. Tam osadnicy na nowo odzyskiwali nadane przez naturę prawo własności, które w Europie było już zjawiskiem zamkniętym. Tworzyła się wtedy polityka ekspansywna Ameryki, przeradzając się ostatecznie w wojnę z sąsiednimi krajami.

W mieście Concord w stanie Massachusetts założono Klub Transcendentalistów – stowarzyszenie, któremu przewodził wybitny myśliciel, filozof, poeta i eseista: Ralph Waldo Emerson. Ojciec-założyciel myśli amerykańskiej, przedstawiciel romantyzmu w poezji. Twórca teorii self-reliance, czyli „samodzielności”, polegającej na krytyce współczesnego człowieka, przedkładającego w nierównych proporcjach życie zewnętrzne nad duchowe.

Ralph-Waldo-EmersonHenry David Thoreau to najwybitniejszy uczeń i przyjaciel Emersona. Intelektualista społeczny, filozof, ojciec pisarstwa ekologicznego. Był nazywany rzecznikiem natury w ujęciu filozoficznym. „Człowiek zna naturę tylko jako rabuś” – mawiał. Autor słynnego zbioru esejów „Walden, czyli życie w lesie”, który powstał w ramach eksperymentu społecznego podczas dwuletniego pobytu Thoreau w chacie nad jeziorem Walden.
W rozsądnym zakresie popierał obywatelskie nieposłuszeństwo. Jako zagorzały abolicjonista odmówił płacenia podatków, protestując w ten sposób przeciwko polityce rządu prowadzącego wojnę z Meksykiem i sankcjonującego niewolnictwo. Trafił przez to do więzienia. Podczas odbywania kary miał odwiedzić go Emerson i zapytać: „Dlaczego tutaj siedzisz?”, na co Thoreau odparł: „A dlaczego ty tutaj nie siedzisz?”.

„Życie bez zasad” to słynny esej, wygłoszony pierwotnie w formie prelekcji w 1854 roku. Thoreau zasłynął w nim nie tylko jako piewca uniwersalnych wartości, ale także jako znakomity stylista, co potwierdza warstwa literacka utworu. Tło eseju stanowią Stany Zjednoczone w przededniu wojny secesyjnej.

Autor krytykuje nieustanne, bezpardonowe dążenie ludzi do zarabiania pieniędzy, nie licząc się przy tym z coraz wyższymi kosztami własnymi. A przecież „zdolny i wartościowy człowiek robi wszystko, co leży w jego możliwościach, bez względu na to, czy społeczeństwo płaci mu czy nie”.
Thoreau uważa pęd do Kalifornii (nazywany u nas popularnie gorączką złota) za „największą hańbę ludzkości”. Potępia ludzi tracących ogromną część swojego życia na loterię, polegającą na przekopywaniu ziemi w poszukiwaniu złota. „Wieprz, który zapewnia sobie byt, ryjąc i przez to spulchniając ziemię, wstydziłby się takiego towarzystwa” – Thoreau nie szczędzi gorzkich słów. Dalej pisze o procederze rabowania cmentarzy nad Przesmykiem Panamskim. „Ostatnio wynaleziono nowe źródło naszej energii” – szydzi, powołując się na akt regulujący ten rodzaj kopalnictwa.

Filozof dużo mówi o zanikających ludzkich wartościach, które powinny być fundamentem budującym jednostki, tworzące później zdrowo myślące społeczeństwo. „Bezmyślność jest grabarzem całego świata” – pisze. Rozwodzi się nad tym, że podstawą powinno stać się wymagania w stosunku do samego siebie, bo „tylko z braku Człowieka istnieje tak wielu ludzi”. Nie boi się wypowiadać myśli, krytykować państwo, a w nim ludzi skrępowanych formami i szafujących wobec innych pochlebstwami, którzy nie mają w sobie za grosz niezależności. A to przecież prawda, jakakolwiek by nie była – powinna stanowić fundament człowieczeństwa; z granitowej, prymitywnej skały.

Zbiór uzupełniają dwa krótsze eseje.
„Hodowca ostryg z Wellfleet” to utwór, w którym autor opisuje własne obserwacje i impresje, jakich doznał podczas pieszych wędrówek na Przylądek Dorszy (Cape Cod) w latach 1849-1855. Thoreau odnosi się do czasów, kiedy półwysep był zamieszkiwany przez Indian – jego rdzennych mieszkańców. Dostrzega zmiany, jakie zaszły w przyrodzie ujarzmionej przez nowoprzybyłych osadników. Widzimy w Thoreau doskonałego obserwatora zarówno ludzi, jak i niecodziennych zjawisk natury.

Henry-David-Thoreau„Ostatnie dni Johna Browna” to gorzkie i mocne słowa, jakie wygłosił Henry David Thoreau ku czci bodaj najsłynniejszego przedstawiciela abolicjonizmu amerykańskiego. Brown został skazany na śmierć i powieszony za próbę zorganizowania powstania niewolników w stanie Wirginia w 1859 roku. Jego bohaterstwo pozostało w naszej świadomości także dzięki pięknemu, przejmującemu wierszowi Cypriana Kamila Norwida „Do obywatela Johna Brown”.
W swoim eseju Thoreau położył silny nacisk na głoszenie transcendentalizmu, nakładającego na każdego obywatela obowiązek indywidualnego dochodzenia prawd moralnych. John Brown ukazany jest jako wielki człowiek, którego uśmiercenie – wbrew intencjom jego oprawców – uczyniło z niego nieśmiertelny symbol walki z bestialskim łamaniem praw człowieka:
„Wydawało mi się, że ze wszystkich współczesnych ludzi tylko John Brown nie umarł. Spotykam go na każdej przechadzce. Jest bardziej żywy niż kiedykolwiek. Zyskał nieśmiertelność. Przebywa nie tylko w miasteczku North Elba czy w Kansas. Teraz już nie działa w ukryciu. Działa publicznie, w najjaśniejszym blasku światła, które płonie w tym kraju”.

Myśli H. D. Thoreau nie straciły po półtorej wieku nic ze swej wartości i aktualności. Powinny być czytane, przypominane każdemu pokoleniu. Wskazywać młodym odmienny sposób myślenia, być odskocznią od wykładów z zarządzania, marketingu, bankowości, informatyki czy administracji. Ja nie wymagam, by każdy wzorem Thoreau szedł pod prąd, burzył istniejącą fasadę świata, stając się myślicielem, wegetarianinem czy ekologiem. Wymagam za to (także od siebie) odpowiedzialności, tolerancji i choćby momentów refleksji nad tym, jak nie rozbić do reszty wrażliwości, tkwiącej głęboko w każdym człowieku. Bo dookoła wciąż może być pięknie.

Henry David Thoreau, Życie bez zasad i inne eseje, przełożyła Halina Cieplińska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2011.

Rafał Niemczyk

%d blogerów lubi to: